Gdy chłopak wyszedł to wręcz nie mogłem się powstrzymać od tego by zajrzeć do jego laptopa i przeczytać chociaż jeden rozdział jego powieści. Książki zawsze mnie do siebie przyciągały, a do tego ta była pisana przez mojego ucznia...
Odłożyłem kubek z gorącą kawą, którą właśnie sobie zrobiłem i włączyłem jego laptopa. Potem otworzyłem plik z jego dziełem i zacząłem czytać.
Powiem szczerze, że bardzo mi się spodobało jego dzieło, było wciągające, bohaterowie byli ciekawi i umiał chłopak nieźle tworzyć zdania. Jednak jedna postać, szef jakiejś mafii przykuła moją uwagę. Była facetem, miała białe włosy i złote oczy...
- O kurwa...- mruknąłem.- To przecież ja...
Tak mnie to wszystko zszokowało, że wyłączyłem komputer i zostawiając kawę poszedłem do salonu.
Dlaczego umieścił mnie w tej książce? I do tego połączył mnie z jakimś detektywem... Nie byłem jakąś postacią która miała odpychać czy coś, ale wręcz odwrotnie, mieli skupić się na mnie i na tym detektywie.
Potem do domu wrócił Akito, na początku był spokojny, tak jak ja, ale potem zaczął panikować i pytał się co mi jest.
- Mówiłem ci, żebyś mi mówił po imieniu.- westchnąłem.- Nic mi nie jest, po prostu zamyśliłem się.
Na pewno nie miałem zamiaru się przyznać, że czytałem jego dzieło.
- Ale dlaczego się tak na mnie patrzyłeś?
- A już się patrzyć nie mogę?- podniosłem się.- Wychodzę, nie rób żadnej imprezy ani nic.
- Nie zrobię.- spojrzał na mnie głupio.- Za dużo hałasu...
Zaśmiałem się na to stwierdzenie i zacząłem zakładać buty, a potem kurtkę. To było trochę zadziwiające, że Akito nie był typowym studentem. Nie chodził na imprezy, nie wciągał narkotyków, a nawet nie pił, siedział tylko z nosem w książkach. Ja w jego wieku byłem raczej bardziej porywczy i narwany.
Pożegnałem się z nim i wyszedłem na mróz. Że też muszę trenować gdy jest zima, przecież można się w takich warunkach bardzo łatwo przeziębić... Ja zawszę trenuję zawzięcie, przez co jestem cały potem spocony (ale oczywiście najlepszy) i gdy wychodzę na zimno jestem narażony na urlop chorobowy i rosołek z proszku...
Dolazłem do dojo, od razu poszedłem się naszykować. Przebrałem się w kimono i uzbroiłem w butelkę wody.
Ninjutsu trenowałem od 12 lat i szło mi to bardzo dobrze. Byłem już na wielu turniejach (z których najczęściej przywoziłem złoto) i często też trenowałem nastolatków. Zebrało się przy tym parę groszy i przy okazji rozluźniało to umysł.
Jednak na tym treningu nie mogłem się skupić, przygotowywałem się do turnieju, a myślami zamiast być na macie byłem w książce Akito. Mój sensei znów powalił mnie na ziemię i nachylił się nade mną.
- Coś w chmurach bujasz Hirato-kun...
- Gomene sensei, ale dzisiaj źle się czuję.
- Rozumiem, ale musisz wygrać te zawody, od tego zależy twoja kariera.
- No wiem... Jeszcze raz gomene, następnym razem będzie lepiej.
- Też tak uważam.- uśmiechnął się do mnie i pomógł mi wstać.- Wracaj do domu i odpocznij.
- Arigato sensei i sayonara.
- Sayonara.
Polazłem pod prysznice. Umyłem się dokładnie i ubrałem w ciuchy. Potem założyłem na siebie kurtkę i wyszedłem z dojo. Niedługo będę musiał zwiększyć liczbę treningów i ich intensywność. Jeśli uda mi się zdobyć złoty medal na zawodach wtedy będę mógł zajmować się zawodowo tym sportem. To przyniosłoby mi więcej dochodów i frajdy niż praca nauczyciela.
Do domu wracałem okrężną drogą bo chciałem przewietrzyć umysł, było już ciemno (w końcu jest zima -,-) i chłodniej niż przedtem, albo mi się wydawało. W pewnym momencie usłyszałem krzyk kobiety dochodzący z jakiegoś ciemnego zaułka. Nie myślałem zbyt długo, zerwałem się i pełen gotowości pobiegłem w tamtym kierunku. Jak się okazało pięciu facetów otoczyło bezbronną brunetkę prawdopodobnie z zamiarem zgwałcenia i okradzenia jej.
- Ej!- krzyknąłem, a oni wszyscy spojrzeli się na mnie.- Zostawcie ją!
- Bohater się znalazł?- zaśmiał się jeden.- Tobą też się możemy zająć.
Mogło się wydawać, że komunikują się poprzez czytanie w swoich pustych łbach bo od razu ruszyło w moją stronę dwóch gości. Nie sprawiło mi większej trudności powalenie ich, oddawali ciosy na oślep i tylko po to by kogoś uderzyć.
Gdy tamta trójka leżała na ziemi, ja ruszyłem w stronę dwóch ostatnich napastników. Ten co odpowiedział na moje krzyki widocznie był ich szefem bo coś potrafił. Trenował chyba karate, więc musiałem umiejętnie przewidywać jego ruchy. Zapomniałem niestety o tym drugim gościu (ta kobieta coś krzyczała do mnie o nim jednak nie słuchałem jej) i o tym, że będzie grał nieczysto, albowiem przywalił mi w głowę jakąś deską czy kijem.
Wkurwiło mnie to niemiłosiernie dwoma ciosami znokautowałem szefuńcia i potem zająłem się ostatnim, oczywiście on padł najszybciej.
- O boże... Dziękuję ci!- krzyknęła załzawiona kobieta i przytuliła się do mnie.
- Nie ma za co.- uśmiechnąłem się.- Ale lepiej nie chodź sama po nocach.
- Nic ci się nie stało?
Dotknąłem ręką miejsca na głowie które zaczęło mnie boleć, potem spojrzałem na swoją dłoń która był we krwi.
- To nic.- spojrzałem brunetce w oczy.- Poradzę sobie, idź do domu i odetchnij.
- Zadzwonię po karetkę!- zaczęła nerwowo grzebać w torebce.
- Nie, nie trzeba, nic się nie stanie. Idź do domu bo też oberwiesz.- uśmiechnąłem się.
- Na pewno?
- Tak, idź.
- D-dobrze, ale masz do mnie jutro zadzwonić i powiedzieć czy nic ci nie jest.- zapisała mi swój numer na kartce wyrwanej z notesika.- Dobrze?
- Obiecuję.- wziąłem kartkę i patrzyłem jak kobieta się oddala.
Gdy zniknęła mi z oczu, zdjąłem sobie szalik z szyi i przyłożyłem do rany na głowie by zatamować krwawienie. że też ja się zawsze muszę wpakować w jakąś bitkę. Ale nie wyszedłem z tego cało więc powinienem więcej trenować, bona zawodach sobie nie poradzę...
Z bolącą głową i szalikiem do niej przytkniętym podreptałem do domu. Gdy do niego dotarłem było już po 23:00. Trochę mi się zeszło... Zwykle w domu byłem po 21:00... To wszystko przez tą okrężną drogę i moje spowolnione ruchy.
Wszedłem dość cicho do mieszkania, bo Akito przecież pewnie już spał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz