środa, 19 lutego 2014

Od Hirato: 3. Ootoro i lód

Ten nowy uczeń był bardzo inteligenty i najwyraźniej był molem książkowym, jednak irytował mnie jak cholera! Nie dość, że mnie nie słuchał to jeszcze zwracał mi uwagę, że mam być ciszej! Nie mogę być ciszej bo inaczej uczniowie by mi wleźli na głowę, a do tego na pewno nie dopuszczę.
Po lekcjach zostałem dłużej w szkole by sprawdzić wszystkie sprawdziany i kartkówki. Chciałem to zrobić tego dnia, by na cały następny tydzień mieć stosunkowy spokój. Chociaż na pewno będę musiał sprawdzać jakieś kartkówki.
Moje myśli cały czas krążyły wokół Akito i to wszystko się przedłużyło. Żeby mnie tak traktować... Rozumiem, że jest mądry, ale to ja jestem nauczycielem i powinien się mnie słuchać.
- W końcu skończyłem!- rzuciłem długopis na biurko i zacząłem rozmasowywać sobie dłonie.- Która to godzina?- spojrzałem na zegarek. Wskazówki wskazywały 20:00
Westchnąłem i podniosłem się z krzesła, spakowałem do swojej torby swoje zeszyty i książki, i założyłem na siebie czarną kurtkę. Szyję owinąłem szalikiem, a na dłonie wsadziłem rękawiczki. W końcu do domu... Od razu jak wrócę, wezmę prysznic i pójdę spać. Dziś nie mam nawet siły na czytanie czy oglądanie anime.
Założyłem torbę na ramię i wyszedłem z zaplecza. Zamknąłem drzwi na klucz i wylazłem z klasy też ją zamykając.
Klucze włożyłem do kieszeni i ruszyłem do wyjścia ze szkoły.
Jak wrócę do domu to nie będzie chciało mi się nic robić do żarcia... Może wstąpię do jakiejś knajpki i zamówię sobie ootoro na wynos? Tak to dobry pomysł, po 19:00 nigdy mi się już nie chce gotować, więc najczęściej coś zamawiam lub idę spać na głodniaka.
Wylazłem z budynku na mróz. Na całe szczęście nie było tu żywej duszy. Żadnych krzyków, żadnych bitew na śnieżki i żadnych gonitw.
Szedłem dosyć szybkim krokiem, by nogi nie zdrętwiały mi od zimna, nawet pomagało bo było mi zimno tylko w głowę. Ale czapki nie założę, wyglądam w niej jak debil.
Po paru minutach spacerku, oglądania otoczenia i ogólnie wszystkiego, wlazłem do swojej ulubionej knajpki. Było tu miło i przyjemnie, no i mieli wyśmienite żarcie. Jednak nie wiedziałem, że mój nowy uczeń, Akito tutaj pracuje jako kelner. No proszę... Jaki zbieg okoliczności...
Podszedłem do baru i uśmiechnąłem się do gościa który za nim stał. Był moim kolegą, często z nim gadałem gdy tu przychodziłem.
- Konichiwa Hirato-san.- uśmiechnął się na mój widok.- Ootoro na wynos jak sądzę?
- Tak, dokładnie tak, możesz dać też kalmary bo jestem głodny jak wilk.
- Już się robi. Widziałeś? Mamy nowego kelnera.
- To mój uczeń.- zaśmiałem się.- Jest dość dobry, ale trochę nieogarnięty.
- No proszę... Całkiem nieźle sobie radzi, dobra, bo się jeszcze rozgadam, już idę po twoje jedzenie. Chcesz coś do picia?
- Hai, coli.
Facet kiwnął do Akito i kazał mu mi podać cole. Chłopak przytaknął i zniknął w kuchni, wrócił jednak za chwilę ze szklanką z napojem.
- Proszę sensei.- postawił przede mną picie.
- Nie wiedziałem, że tu pracujesz.- uśmiechnąłem się i wziąłem łyka.- To twój pierwszy dzień, nie?
- Tak, podać coś jeszcze?
- Nie, dzięki.
Czekałem jakiś czas na żarcie i gdy do mnie przyszło, to coli już nie było, jednak ciepłe jedzonko pięknie pachniało, więc wynagrodziło mi czekanie. Do tego w domu mi pewnie wynagrodzi wyśmienitym smakiem. Przyniósł mi je Akito. Dałem mu kasę i uśmiechnąłem się łobuzersko.
- Nie mogę być cichy Akito-kun, bo jeśli bym taki był to bym miał zgraję debili na głowie, którzy by mną rządzili. A tak być nie może. Gomene za posiłek, sayonara.
Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem z knajpki. Do domu wręcz biegłem, bo nie chciałem by żarcie było zimne. Gdy tylko wpadłem do swojego przytulnego mieszkanka i rozpłaszczyłem się to od razu zacząłem pałaszować kalmary pałeczkami. Zagryzałem je tuńczykiem i popijałem wodą z kranu.
Mój brzusio się cieszył, a po ciele rozchodziło się przyjemne ciepło pochodzące z dobrej potrawy.
Ładnie posprzątałem po swoim posiłku, bo bałagan lubiłem mieć tylko w książkach i poszedłem pod prysznic. Umyłem się szybko i w samych bokserkach walnąłem się na łóżko i prawie od razu zasnąłem.

Rano obudził mnie budzik, zwlokłem się z łóżka jak zombie i zaległem na podłodze. Chciało mi się spać, ale musiałem wstać, zawsze miałem z tym problemy.
Zmusiłem się do zrobienia pięciu brzuszków, dzięki nim się w miarę rozbudziłem i dorobiłem jeszcze 45. Potem jeszcze trochę pompek i ruszyłem do łazienki by się przygotować. Pewnie znów nie zdążę zjeść porządnego śniadania...
Przemyłem twarz zimną wodą, umyłem kły i posmarowałem twarz kremem nawilżającym. W końcu starość nie radość, a ja nadal nikogo przy sobie nie mam. Może jak nikogo nie znajdę to zaadoptuję dziecko? To względny pomysł, przemyślę to za jakieś osiem lat, może mniej.
Następnie się ubrałem, jak zwykle na ciemno, czarne rurki, ciemno czerwona koszula w nie wpuszczona i ozdóbki. Uwielbiam ozdóbki, jakieś rzemyki na nadgarstku, kolczyki w uchu lub srebrne obrączki na palcach.
Tak jak podejrzewałem nie zdążyłem zjeść śniadania, złapałem jakąś bułkę wygrzebaną z szafki, swoją torę i wylazłem z mieszkania. Wróciłem się oczywiście jeszcze po kurtkę, szalik, klucze i komórkę. Jak znajdę się w moim zapleczu to będę musiał sobie zrobić kawy...
Ruszyłem żwawym krokiem do swego miejsca pracy. Wszystko szło pięknie i ładnie (nic mnie nie zdenerwowało), póki nie znalazłem się na dziedzińcu szkoły. Było tam tak cholernie ślisko, że nie wyrobiłem i wywinąłem takiego orła, że mógłbym dostać za niego 10 punktów w zawodach na wyjebanie się na lodzie.
- Kurwa jebana mać...- warknąłem pod nosem zbierając książki które wysypały mi się z torby. Nie pomagał mi też w tym ból stłuczonego tyłka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz