Zima, jest to idealna pora roku na obserwacje gwiazd, dzięki mroźnemu powietrzu, niebo w nocy jest bezchmurne. Myślałem że jak znów się przeprowadzę, niestety ale będę musiał się pożegnać z tym pięknym widokiem. Przedtem mieszkałem w niewielkim mieście, jednak przez dziewczynę która mnie prześladowała, postanowiłem się przenieść tutaj do Tokio, na całe szczęście jest to spokojna dzielnica a ja mogę oglądać gwiazdy. Niedaleko jest bardzo dobry uniwersytet, oczywiście chciałem kontynuować studia o literaturze. Wykupiłem sobie mieszkanie, oczywiście posiadam pieniądze z sprzedaży domu po moich dziadkach. Rozpakowanie trochę mi zajęło, a szczególnie moich zbiorów książek. Było to trochę męczące, lubię gdy wszystko jest poukładane wedle alfabetu. Od razu rzuciłem się zmęczony do łóżka, od wczoraj rozpoczynam zajęcia. Posiadam wszystko, tylko potrzebuję dużo energii, właśnie powinienem napisać kolejny rozdział mojej powieści jednak nie mam na to siły. Zasnąłem jak małe dziecko.
Jednak rano, brutalnie obudziła mnie komórka. Od razu wygrzebałem się z łóżka i ruszyłem powolnym krokiem w stronę łazienki. Trzeba wyglądać jakoś normalnie, zawsze liczy się pierwsze wrażenie dzięki temu można ocenić człowieka. Zawsze mi to powtarzano, dlatego o siebie dbam. Obmyłem twarz zimną wodą która od razu postawiła mnie na nogi. Jak zwykle ubrałem się w niebieską bluzkę, czarną marynarkę i dżinsy. Wziąłem torbę z sypialni i wskoczyłem do kuchni, od razu zaparzyłem sobie mocną kawę. Tylko ona potrafiła mi poprawić humor i dać dobrego kopa na dzień.
-Nie mam nic w lodówce...- mruknąłem sam do siebie. Zapomniałem kupić jakiegokolwiek jedzenia, za bardzo się rozmarzyłem o nowym mieście. Gdy już chciałem wyjść, moja kochana mama zadzwoniła.
-Tak mamo?- powiedziałem przez telefon.
-Wszystko dobrze? Masz co jeść? Jest tam bezpiecznie?- zaczęła się o wszystko wypytywać. Ja jedynie załamałem się, słyszałem piski i krzyki mojej siostrzyczki.
-Tak jest wszystko dobrze, kupię dzisiaj coś do jedzenia a przed zajęciami zjem coś na mieście. Nie jestem dzieckiem dam dobie radę...- powoli wyszedłem z mieszkania i prze kluczyłem drzwi.
-Dobrze, spokojnie synku bądź miły dla innych i znajdź jakąś dziewczynę.- powiedziała i się rozłączyła.
Jak zawsze, ona jako pierwsza kocha wtrącać się do mojego życia miłosnego. Na razie nikogo nie szukam! Ze spokojem wstąpiłem do sklepu i kupiłem jakąś bułkę, zjadłem i od razu ruszyłem dalej. Widziałem jak studenci spieszą się na poranne zajęcia. Ja jedynie wkroczyłem na teren uniwersytetu i rozejrzałem się, nawet tutaj ładnie. Jednak wiosną będzie jeszcze ładniej, Sakura zakwitnie...
Może wykorzystam to w książce? Takie trochę romantyczne, para zakochanych ogląda jak płatki Sakury wirują na wietrze. Gdy chodziłem po korytarzu i poszukiwałem sali w której mam zajęcia inni badawczo mi się przyglądali, mam nadzieję że nie będą się do mnie przyczepiać. Mnie nie interesuje szalone życie studenta, wolę się uczyć i kształtować. Wszedłem do klasy, już prawie wszyscy byli. Zająłem ostatnie miejsce przy oknie, kocham spoglądać na dwór, czasami można dostrzec coś ciekawego. Jednak moje oczekiwania spokojnej lekcji, minęły. Nauczyciel był jakiś dziwny i do tego głośny jak cholera. Jak ja nie lubię głośnych ludzi, i straszy innych że da w mordę? Może takie jest Tokio, irytujące jest naprawdę za głośny. Na dodatek, zostałem wybrany do pytania. Sensei głupio się uśmiechał, może myślał że mnie pokona w tej grze "Lotto".
-W którym roku Adam Mickiewicz napisał "Dziady"?- podchwytliwe pytanie.
-"Dziady" zostały napisane niechronologicznie najpierw została wydana II część w 1822 roku, potem IV w 1822 roku, III w 1832 roku i na końcu część I w 1860 roku, jednak ta część nie została ukończona.- powiedziałem.
-Jak została wydana książka "W pustyni i w puszczy" autorstwa Henryka Sienkiewicza?- spojrzał na mnie.
-Powieść była pierwotnie wydana w odcinkach w latach 1910-1911 w „Kurierze Warszawskim” i, z minimalnym opóźnieniem w stosunku do „Kuriera”, także w „Dzienniku Poznańskim”, „Słowie Polskim” i „Dzienniku Chicagowskim” w USA. Wydanie książkowe miało miejsce w 1911 w Warszawie. - spojrzałem na niego, widać że był lekko zły. Kazał mi usiąść na miejsce, ja zadowolony od razu usiadłem i spojrzałem w okno, jak zwykle lekko się rozmarzyłem. Może odwiedzę muzeum sztuki? Ale też muszę iść do pracy, mama mi załatwiła pracę jako kelner. Sensei mówił coś o utworze "Pan Tadeusz" nie za bardzo mnie to interesowało. Nagle ktoś mnie szturchnął, była to jakaś dziewczyna.
-Ano...zajęcia się już skończyły.- powiedziała, ja otrząsnąłem się i od razu spakowałem się. Spojrzałem na wściekłego nauczyciela.
-Czy ty w ogóle mnie słuchałeś?- warknął, wstałem i podszedłem do niego. Ziewnąłem jak lew i machnąłem obojętnie ręką.
-Niech Sensei się nie denerwuje. Jednak proszę tak nie hałasować, strasznie nie lubię głośnych ludzi.- mruknąłem i wyszedłem z sali. Zadowolony ruszyłem na resztę zajęć. Jednak jakoś się z nikim nie zakolegowałem, nie potrafię. Po zajęciach, od razu ruszyłem do baru, tak jestem tam kelnerem. Od razu pracodawca mnie przywitał, ubrałem się w stój, nawet nieźle leżał. Od razu zabrałem się do roboty.
Jednak w późnych godzinach, przyszedł Sensei...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz