On sobie wyszedł, ja jedynie odprowadziłem go wzrokiem do drzwi, gdy wreszcie opuścił mieszkanie zabrałem się czytanie książki. Musiałem być punktualnie w pracy, nie mam zamiaru podpadać szefowi. Jednak przypomniało mi się że pracuje ze mną ten nachalny Kotaro, i na dodatek jestem z nim umówiony na piwo. Cholera, nie mam ochoty może wymyślę jakąś wymówkę na zawołanie? Dobry pomysł, wygląda na osobę dość nawiną więc łatwo połknie haczyk.
Poczytałem sobie jeszcze chwilę, jednak nadeszła godzina szykowania się do pracy. Ubrałem się w koszulę i czarne dżinsy, muszę jakoś przecież wyglądać...
Przy wyjściu założyłem ciepłą kurtkę i buty, może gdy będę miał chwilę wolnego znajdę jakieś ciche miejsce do obserwacji gwiazd, przecież niedługo ma być deszcz meteorytów który zdarza się raz na trzy stulecia. Drugiej szansy nie będę miał, by zobaczyć coś takiego wspaniałego.
Wyszedłem z mieszkania, i od razu najkrótszą drogą ruszyłem do pracy, pewnie będzie dzisiaj nawał pracy. W weekendy zawsze jest najwięcej klientów, i przez to jest straszliwy hałas, będę musiał jakoś to przetrwać. Gdy zjawiłem się w środku od razu zamieniłem się z dziewczyną i zabrałem się do roboty. O dziwo dzisiaj mnie ten facet nie zaczepiał, pewnie przez to że co chwila ktoś mnie prosił o zamówienie. Dawałem z siebie wszystko, knajpka jest zamykana zazwyczaj o 22-23 jednak przez taki duży ruch zostałem dłużej.
Byłem cały spocony, jednak szybko wyszedłem na ten mróz. Mam nadzieję że nie będę chory, mam przecież studia i pracę nie mogę sobie na to pozwolić.
W mieszkaniu było ciemno, jednak widziałem rzeczy mężczyzny jak widać wrócił gdy byłem w pracy. Poszedłem do łazienki i wziąłem szybki prysznic. Spałem na kanapie u niego, nie było aż tak źle przykryłem się kocem i zamknąłem oczy.
Nie wiem co mi się śniło, nie pamiętam. Obudziłem się dość wcześnie rano, głowa mi pękała i czułem jak robi mi się nagle zimno. Wstałem i zrobiłem sobie kawę, bardzo mocną kawę.
Nie chciałem obudzić Hirato, pewnie by zrobił mi awanturę, jest takim głośnym człowiekiem. Irytujące, powinien zacząć się zachowywać jak typowy dorosły i odpowiedzialny mężczyzna.
Właśnie ciekawe czy ma jakąś dziewczynę, jaka ona jest? Pewnie ładna i szalona tak samo jak on, może kiedyś przyjdzie do niego i ją zobaczę. Ja miałem jakieś tam dziewczyny, ale nie mam zamiaru wchodzić w nowe wiązki. Przecież przez jedną z moich byłych musiałem się przeprowadzić do innego miasta.
Aż taki jestem wspaniały? Jednak nie gdy z nimi zrywałem każda z nich rzucała mi tekst "Jesteś okrutny, czy ty w ogóle masz jakieś uczucia" lub coś w tym stylu...
Nie warto zawracać sobie nimi głowę, teraz muszę się skupić na nauce i pracy. Potem sobie ułożę życie i może się rozejrzę za kimś, w ostateczności zostanę sam z kotem lub psem.
-Zimno tutaj...- nagle po plecach przebiegł mi dreszcz. Usiadłem na kanapie i okryłem kocem. Wszystkie okna były zamknięte, a może jakiś przeciąg? Westchnąłem ciężko i spojrzałem w stronę sypialni Hirato. Ciekawe jak wygląda kiedy śpi, może chrapie? Jest bardzo przystojny, widzę jak uczennice się za nim oglądają ale ni tylko one...
Nagle przypomniał mi się nauczyciel od biologi, jak spogląda z ukrycia na Hirato...Zaraz on się w nim zakochał, ale ciekawe czy to odwzajemniona miłość? Pewnie ciężko jest gejom, ale ja się na tym nie znam.
Dlaczego w ogóle o tym myślę, muszę się skupić na nauce a nie na sprawach nauczyciela.
Własnie dodatkowo mam jeszcze do pisania książkę i muszę znaleźć jakieś miejsce do obserwacji gwiazd, no i obiecane piwo z Kotaro.
-On jest jeszcze denerwujący niż Sensei...- mruknęłam i spojrzałem w sufit, może powinienem obudzić faceta. Ale nie bo znów będzie głośno, a ja potrzebuję ciszy...
Nagle poczułem jak robi mi się słabo, położyłem się i zasnąłem.
Śnił mi się Hirato, jak mnie głaszcze po głowie i coś mówi, ale zaraz on się do mnie przybliża. Co się dzieje? Nagle obudziłem się w jego sypialni, spojrzał na mnie oszołomiony i odwrócił głowę.
-Gomene, ale co się stało?- wydukałem, czułem jak wszystko mnie boli. Cholera, pewnie jestem chory ale co z nauką i pracą, byłem nie rozsądny. Westchnąłem ciężko, łóżko ładnie pachniało takim delikatnym zapachem Senseia.
czwartek, 27 lutego 2014
wtorek, 25 lutego 2014
Od Hirato: 9. Bitka
Gdy chłopak wyszedł to wręcz nie mogłem się powstrzymać od tego by zajrzeć do jego laptopa i przeczytać chociaż jeden rozdział jego powieści. Książki zawsze mnie do siebie przyciągały, a do tego ta była pisana przez mojego ucznia...
Odłożyłem kubek z gorącą kawą, którą właśnie sobie zrobiłem i włączyłem jego laptopa. Potem otworzyłem plik z jego dziełem i zacząłem czytać.
Powiem szczerze, że bardzo mi się spodobało jego dzieło, było wciągające, bohaterowie byli ciekawi i umiał chłopak nieźle tworzyć zdania. Jednak jedna postać, szef jakiejś mafii przykuła moją uwagę. Była facetem, miała białe włosy i złote oczy...
- O kurwa...- mruknąłem.- To przecież ja...
Tak mnie to wszystko zszokowało, że wyłączyłem komputer i zostawiając kawę poszedłem do salonu.
Dlaczego umieścił mnie w tej książce? I do tego połączył mnie z jakimś detektywem... Nie byłem jakąś postacią która miała odpychać czy coś, ale wręcz odwrotnie, mieli skupić się na mnie i na tym detektywie.
Potem do domu wrócił Akito, na początku był spokojny, tak jak ja, ale potem zaczął panikować i pytał się co mi jest.
- Mówiłem ci, żebyś mi mówił po imieniu.- westchnąłem.- Nic mi nie jest, po prostu zamyśliłem się.
Na pewno nie miałem zamiaru się przyznać, że czytałem jego dzieło.
- Ale dlaczego się tak na mnie patrzyłeś?
- A już się patrzyć nie mogę?- podniosłem się.- Wychodzę, nie rób żadnej imprezy ani nic.
- Nie zrobię.- spojrzał na mnie głupio.- Za dużo hałasu...
Zaśmiałem się na to stwierdzenie i zacząłem zakładać buty, a potem kurtkę. To było trochę zadziwiające, że Akito nie był typowym studentem. Nie chodził na imprezy, nie wciągał narkotyków, a nawet nie pił, siedział tylko z nosem w książkach. Ja w jego wieku byłem raczej bardziej porywczy i narwany.
Pożegnałem się z nim i wyszedłem na mróz. Że też muszę trenować gdy jest zima, przecież można się w takich warunkach bardzo łatwo przeziębić... Ja zawszę trenuję zawzięcie, przez co jestem cały potem spocony (ale oczywiście najlepszy) i gdy wychodzę na zimno jestem narażony na urlop chorobowy i rosołek z proszku...
Dolazłem do dojo, od razu poszedłem się naszykować. Przebrałem się w kimono i uzbroiłem w butelkę wody.
Ninjutsu trenowałem od 12 lat i szło mi to bardzo dobrze. Byłem już na wielu turniejach (z których najczęściej przywoziłem złoto) i często też trenowałem nastolatków. Zebrało się przy tym parę groszy i przy okazji rozluźniało to umysł.
Jednak na tym treningu nie mogłem się skupić, przygotowywałem się do turnieju, a myślami zamiast być na macie byłem w książce Akito. Mój sensei znów powalił mnie na ziemię i nachylił się nade mną.
- Coś w chmurach bujasz Hirato-kun...
- Gomene sensei, ale dzisiaj źle się czuję.
- Rozumiem, ale musisz wygrać te zawody, od tego zależy twoja kariera.
- No wiem... Jeszcze raz gomene, następnym razem będzie lepiej.
- Też tak uważam.- uśmiechnął się do mnie i pomógł mi wstać.- Wracaj do domu i odpocznij.
- Arigato sensei i sayonara.
- Sayonara.
Polazłem pod prysznice. Umyłem się dokładnie i ubrałem w ciuchy. Potem założyłem na siebie kurtkę i wyszedłem z dojo. Niedługo będę musiał zwiększyć liczbę treningów i ich intensywność. Jeśli uda mi się zdobyć złoty medal na zawodach wtedy będę mógł zajmować się zawodowo tym sportem. To przyniosłoby mi więcej dochodów i frajdy niż praca nauczyciela.
Do domu wracałem okrężną drogą bo chciałem przewietrzyć umysł, było już ciemno (w końcu jest zima -,-) i chłodniej niż przedtem, albo mi się wydawało. W pewnym momencie usłyszałem krzyk kobiety dochodzący z jakiegoś ciemnego zaułka. Nie myślałem zbyt długo, zerwałem się i pełen gotowości pobiegłem w tamtym kierunku. Jak się okazało pięciu facetów otoczyło bezbronną brunetkę prawdopodobnie z zamiarem zgwałcenia i okradzenia jej.
- Ej!- krzyknąłem, a oni wszyscy spojrzeli się na mnie.- Zostawcie ją!
- Bohater się znalazł?- zaśmiał się jeden.- Tobą też się możemy zająć.
Mogło się wydawać, że komunikują się poprzez czytanie w swoich pustych łbach bo od razu ruszyło w moją stronę dwóch gości. Nie sprawiło mi większej trudności powalenie ich, oddawali ciosy na oślep i tylko po to by kogoś uderzyć.
Gdy tamta trójka leżała na ziemi, ja ruszyłem w stronę dwóch ostatnich napastników. Ten co odpowiedział na moje krzyki widocznie był ich szefem bo coś potrafił. Trenował chyba karate, więc musiałem umiejętnie przewidywać jego ruchy. Zapomniałem niestety o tym drugim gościu (ta kobieta coś krzyczała do mnie o nim jednak nie słuchałem jej) i o tym, że będzie grał nieczysto, albowiem przywalił mi w głowę jakąś deską czy kijem.
Wkurwiło mnie to niemiłosiernie dwoma ciosami znokautowałem szefuńcia i potem zająłem się ostatnim, oczywiście on padł najszybciej.
- O boże... Dziękuję ci!- krzyknęła załzawiona kobieta i przytuliła się do mnie.
- Nie ma za co.- uśmiechnąłem się.- Ale lepiej nie chodź sama po nocach.
- Nic ci się nie stało?
Dotknąłem ręką miejsca na głowie które zaczęło mnie boleć, potem spojrzałem na swoją dłoń która był we krwi.
- To nic.- spojrzałem brunetce w oczy.- Poradzę sobie, idź do domu i odetchnij.
- Zadzwonię po karetkę!- zaczęła nerwowo grzebać w torebce.
- Nie, nie trzeba, nic się nie stanie. Idź do domu bo też oberwiesz.- uśmiechnąłem się.
- Na pewno?
- Tak, idź.
- D-dobrze, ale masz do mnie jutro zadzwonić i powiedzieć czy nic ci nie jest.- zapisała mi swój numer na kartce wyrwanej z notesika.- Dobrze?
- Obiecuję.- wziąłem kartkę i patrzyłem jak kobieta się oddala.
Gdy zniknęła mi z oczu, zdjąłem sobie szalik z szyi i przyłożyłem do rany na głowie by zatamować krwawienie. że też ja się zawsze muszę wpakować w jakąś bitkę. Ale nie wyszedłem z tego cało więc powinienem więcej trenować, bona zawodach sobie nie poradzę...
Z bolącą głową i szalikiem do niej przytkniętym podreptałem do domu. Gdy do niego dotarłem było już po 23:00. Trochę mi się zeszło... Zwykle w domu byłem po 21:00... To wszystko przez tą okrężną drogę i moje spowolnione ruchy.
Wszedłem dość cicho do mieszkania, bo Akito przecież pewnie już spał.
Odłożyłem kubek z gorącą kawą, którą właśnie sobie zrobiłem i włączyłem jego laptopa. Potem otworzyłem plik z jego dziełem i zacząłem czytać.
Powiem szczerze, że bardzo mi się spodobało jego dzieło, było wciągające, bohaterowie byli ciekawi i umiał chłopak nieźle tworzyć zdania. Jednak jedna postać, szef jakiejś mafii przykuła moją uwagę. Była facetem, miała białe włosy i złote oczy...
- O kurwa...- mruknąłem.- To przecież ja...
Tak mnie to wszystko zszokowało, że wyłączyłem komputer i zostawiając kawę poszedłem do salonu.
Dlaczego umieścił mnie w tej książce? I do tego połączył mnie z jakimś detektywem... Nie byłem jakąś postacią która miała odpychać czy coś, ale wręcz odwrotnie, mieli skupić się na mnie i na tym detektywie.
Potem do domu wrócił Akito, na początku był spokojny, tak jak ja, ale potem zaczął panikować i pytał się co mi jest.
- Mówiłem ci, żebyś mi mówił po imieniu.- westchnąłem.- Nic mi nie jest, po prostu zamyśliłem się.
Na pewno nie miałem zamiaru się przyznać, że czytałem jego dzieło.
- Ale dlaczego się tak na mnie patrzyłeś?
- A już się patrzyć nie mogę?- podniosłem się.- Wychodzę, nie rób żadnej imprezy ani nic.
- Nie zrobię.- spojrzał na mnie głupio.- Za dużo hałasu...
Zaśmiałem się na to stwierdzenie i zacząłem zakładać buty, a potem kurtkę. To było trochę zadziwiające, że Akito nie był typowym studentem. Nie chodził na imprezy, nie wciągał narkotyków, a nawet nie pił, siedział tylko z nosem w książkach. Ja w jego wieku byłem raczej bardziej porywczy i narwany.
Pożegnałem się z nim i wyszedłem na mróz. Że też muszę trenować gdy jest zima, przecież można się w takich warunkach bardzo łatwo przeziębić... Ja zawszę trenuję zawzięcie, przez co jestem cały potem spocony (ale oczywiście najlepszy) i gdy wychodzę na zimno jestem narażony na urlop chorobowy i rosołek z proszku...
Dolazłem do dojo, od razu poszedłem się naszykować. Przebrałem się w kimono i uzbroiłem w butelkę wody.
Ninjutsu trenowałem od 12 lat i szło mi to bardzo dobrze. Byłem już na wielu turniejach (z których najczęściej przywoziłem złoto) i często też trenowałem nastolatków. Zebrało się przy tym parę groszy i przy okazji rozluźniało to umysł.
Jednak na tym treningu nie mogłem się skupić, przygotowywałem się do turnieju, a myślami zamiast być na macie byłem w książce Akito. Mój sensei znów powalił mnie na ziemię i nachylił się nade mną.
- Coś w chmurach bujasz Hirato-kun...
- Gomene sensei, ale dzisiaj źle się czuję.
- Rozumiem, ale musisz wygrać te zawody, od tego zależy twoja kariera.
- No wiem... Jeszcze raz gomene, następnym razem będzie lepiej.
- Też tak uważam.- uśmiechnął się do mnie i pomógł mi wstać.- Wracaj do domu i odpocznij.
- Arigato sensei i sayonara.
- Sayonara.
Polazłem pod prysznice. Umyłem się dokładnie i ubrałem w ciuchy. Potem założyłem na siebie kurtkę i wyszedłem z dojo. Niedługo będę musiał zwiększyć liczbę treningów i ich intensywność. Jeśli uda mi się zdobyć złoty medal na zawodach wtedy będę mógł zajmować się zawodowo tym sportem. To przyniosłoby mi więcej dochodów i frajdy niż praca nauczyciela.
Do domu wracałem okrężną drogą bo chciałem przewietrzyć umysł, było już ciemno (w końcu jest zima -,-) i chłodniej niż przedtem, albo mi się wydawało. W pewnym momencie usłyszałem krzyk kobiety dochodzący z jakiegoś ciemnego zaułka. Nie myślałem zbyt długo, zerwałem się i pełen gotowości pobiegłem w tamtym kierunku. Jak się okazało pięciu facetów otoczyło bezbronną brunetkę prawdopodobnie z zamiarem zgwałcenia i okradzenia jej.
- Ej!- krzyknąłem, a oni wszyscy spojrzeli się na mnie.- Zostawcie ją!
- Bohater się znalazł?- zaśmiał się jeden.- Tobą też się możemy zająć.
Mogło się wydawać, że komunikują się poprzez czytanie w swoich pustych łbach bo od razu ruszyło w moją stronę dwóch gości. Nie sprawiło mi większej trudności powalenie ich, oddawali ciosy na oślep i tylko po to by kogoś uderzyć.
Gdy tamta trójka leżała na ziemi, ja ruszyłem w stronę dwóch ostatnich napastników. Ten co odpowiedział na moje krzyki widocznie był ich szefem bo coś potrafił. Trenował chyba karate, więc musiałem umiejętnie przewidywać jego ruchy. Zapomniałem niestety o tym drugim gościu (ta kobieta coś krzyczała do mnie o nim jednak nie słuchałem jej) i o tym, że będzie grał nieczysto, albowiem przywalił mi w głowę jakąś deską czy kijem.
Wkurwiło mnie to niemiłosiernie dwoma ciosami znokautowałem szefuńcia i potem zająłem się ostatnim, oczywiście on padł najszybciej.
- O boże... Dziękuję ci!- krzyknęła załzawiona kobieta i przytuliła się do mnie.
- Nie ma za co.- uśmiechnąłem się.- Ale lepiej nie chodź sama po nocach.
- Nic ci się nie stało?
Dotknąłem ręką miejsca na głowie które zaczęło mnie boleć, potem spojrzałem na swoją dłoń która był we krwi.
- To nic.- spojrzałem brunetce w oczy.- Poradzę sobie, idź do domu i odetchnij.
- Zadzwonię po karetkę!- zaczęła nerwowo grzebać w torebce.
- Nie, nie trzeba, nic się nie stanie. Idź do domu bo też oberwiesz.- uśmiechnąłem się.
- Na pewno?
- Tak, idź.
- D-dobrze, ale masz do mnie jutro zadzwonić i powiedzieć czy nic ci nie jest.- zapisała mi swój numer na kartce wyrwanej z notesika.- Dobrze?
- Obiecuję.- wziąłem kartkę i patrzyłem jak kobieta się oddala.
Gdy zniknęła mi z oczu, zdjąłem sobie szalik z szyi i przyłożyłem do rany na głowie by zatamować krwawienie. że też ja się zawsze muszę wpakować w jakąś bitkę. Ale nie wyszedłem z tego cało więc powinienem więcej trenować, bona zawodach sobie nie poradzę...
Z bolącą głową i szalikiem do niej przytkniętym podreptałem do domu. Gdy do niego dotarłem było już po 23:00. Trochę mi się zeszło... Zwykle w domu byłem po 21:00... To wszystko przez tą okrężną drogę i moje spowolnione ruchy.
Wszedłem dość cicho do mieszkania, bo Akito przecież pewnie już spał.
poniedziałek, 24 lutego 2014
Od Akito: 8. Sensei bohaterem mojej książki
Hirato trochę dziwnie się zachowywał, ale co ja mogę wiedzieć. Usiadłem na fotelu i głęboko westchnąłem.
-Pójdę do pracy, ale zmianę mam dopiero na 16 do 23, niestety ale w weekendy tak jest a szczególnie w soboty. Przed pracą jak zwykle poczytam i coś napiszę.- on spojrzał na mnie zaciekawiony.
-Piszesz coś?- zapytał.
-Tak, ale ci nie pokarzę, nie jest skończona.- wstałem i zrobiłem sobie kawę.
-Nie chce by ktoś wiedział że u ciebie mieszkam...- mruknąłem.
-Wiem, ale masz jakiś inny powód?- wziął szkicownik i schował do szuflady. Chwilę się zastanowiłem.
-Nie chce wyjść na hipokrytę.- odpowiedziałem i wziąłem łyk kawy.
-Że co?- podniósł ton.
-Ciszej, nie można tak krzyczeć, mówiłem tylko "Jaki on jest denerwujący, nienawidzę takich ludzi. Niech zmienią nam nauczyciela." Jakoś tak, a może mówiłem "Niech idzie do diabli".- zamyśliłam się, mężczyzna coś do mnie krzyczał. Jednak ja rozmyślałem o wielu sprawach, muszę zadzwonić do mamy. Albo lepiej nie, bo będzie kazała mi wracać do dom. A ja nie chce, nawet mi się tutaj spodobało. Wziąłem swojego laptopa i usiadłam w kuchni przy kawie. Muszę napisać kolejny rozdział powieści kryminalnej ostatnio myślałem czy nie dodać tutaj wątku romantycznego, ale do tego bym musiał stworzyć nową postać. Zacząłem rozdział od tego że detektyw spotyka nową postać jest to mężczyzna o białych włosach i złotych oczach, opisałem szczegółowo wygląd. Dobry pomysł romans pomiędzy detektywem a szefem mafii, może się nadać. Gdy napisałem parę stron, spojrzałem na Hirato . Nie wierzę, stworzyłem go jako moją nową postać, taki sam wygląd i identyczne charaktery. On nie może tego przeczytać~! Zapisałem dokument i zamknąłem komputer.
-Wara mi od komputera, uszanuj czyjąś prywatność, idę do sklepu.- powiedziałem. Ubrałem ciepłą kurtkę i buty, na dworze było mroźno i prószył delikatnie śnieg. Ludzie chrząkali się po mieście, a tu na zakupy a tu do pracy. Wszedłem do całodobowego miałem ochotę zjeść coś słodkiego.
-Akito-kun~! To ja Kotaro, pracujemy razem.- od razu pobiegł do mnie młody chłopak, był starszy ode mnie. Też głośny, jednak w jego wykonaniu nie było to takie denerwujące.
-Witaj Kotaro-san.- powiedziałem i od razu poszedłem do alejki z słodkościami.
-Mieszkasz niedaleko? Bo wiesz ja wynajmuje tutaj mieszkanie, może kiedyś do mnie wpadniesz?- zaczął mnie zadręczać pytaniami.
-Mieszkam mu znajomych mojej mamy, nie mam teraz czasu nauka i praca.- wziąłem czekoladę, landrynki, pianki, żelki, ptasie mleczko, batoniki i ciastka.
-Lubisz słodycze Akito-kun, no racja przecież jesteś taki słodki.- jeszcze do tego mnie podrywa.
-A ty jesteś stary i brzydki.- mruknąłem i starałem się go lekceważyć.
-Dlaczego jesteś dla mnie taki niedobry? Ja się staram!- powiedział oburzony.
-Dobra, dobra ale nie rób tego w sklepie. Jak chcesz możemy się umówić na piwo.- zacząłem iść w stronę kasy.
-Randka? Super, więc jutro o 20 przed tym sklepem.- powiedział uradowany. Wtedy doszło do mnie że jest gejem, a ja zostałem jego obiektem westchnień, albo jest to typ który już tak ma i jest za bardzo przyjacielski. Zapłaciłem za zakupy i wyszedłem z sklepu. On od razu ruszył za mną.
-Więc może być?- zapytał.
-Tak, jednak to nie jest randka, czemu idziesz za mną? To podchodzi już pod prześladowanie.- już mnie zaczął denerwować.
-Odprowadzę cię, dzisiaj masz zmianę co ne? Wiem że tak, spoglądałem na twój grafik. Więc będziemy pracować do tej samej godziny.- natręt jeden, szybko się od niego nie uwolnię. Przyspieszyłem tępo, chciałem już być w domu.
-Tutaj mieszkam, do zboczenia.- wskazałem na blok mieszkalny. On mi pokiwał i poszedł, Nareszcie sam, mam nadzieję że Hirato nie ma w środku. Chce mieć spokój i ciszę. Gdy znalazłem się w mieszkaniu, Sensei dość cicho siedział w salonie. Ja rozpakowałem zakupy i wziąłem tabliczkę czekolady. Usiadłem koło niego.
-Coś się stało Hitaro?- pierwszy raz wypowiedziałem jego imię, aż serce mi podskoczyło. On jedynak badawczo mi się przyglądał, zrobiłem się cały czerwony gdy jego złote oczy przeszywały mnie całego. To było dość dziwne uczucie. Schowałem oczy we włosach.
-Sensei co się stało?- wymamrotałem, a serce waliło mi jak szalone.
niedziela, 23 lutego 2014
Od Hirato: 7. Szkicowanie
Po tym, jak Akito poszedł zostawiając mnie samego z parującą kawą i niedojedzonym ciastem to mój mózg przełączył się na wyższe obroty. Rozmyślałem nad tym, czy dobrze zrobiłem dając chłopakowi mój adres. Żaden uczeń nie wiedział gdzie mieszkam, bo nie chciałem by te bachory nawiedzały mnie we własnym mieszkaniu. Ale wtedy coś mnie tknęło i po prostu dałem mu tą wizytówkę, z niego był porządny dzieciak i sądzę, że jednak dobrze zrobiłem.
Gdy się "ocknąłem" z transu to na dworze robiło się już ciemnawo, a na moim talerzyku nie było już ciasta. Podniosłem się, wziąłem swoją torbę i wyszedłem z kawiarenki zostawiając jeszcze pieniądze na stoliku. Miałem wielka ochotę znaleźć się już w domu, następnego dnia miał być już weekend, a ja miałem ochotę pooglądać anime do północy, albo chociaż poczytać.
W pewnym momencie jednak coś twardego, mokrego i zimnego uderzyło mnie w głowę, a kawałki tego czegoś wpadły mi za kołnierzyk.
- Kurwa!!- wydarłem się.- Co za debil ma takie pomysły?!- odwróciłem się i ujrzałem uśmiechniętego Osamu.- Baka yaro!
- Oi Hirato-san nie przesadzaj, to tylko śnieg.- zaśmiał się.
- Tylko śnieg?!- warknąłem i zacząłem lepić kulkę z białego puchu.- Ja ci pokażę śnieg!
- No nie przesadzaj Hirato-san.- zaczął się wycofywać.
- Stój mówię!- rzuciłem się na niego.
Osamu runął na zaspę pod moim ciężarem, ja zacząłem mu wcierać śnieżkę w twarz. Oboje śmieliśmy się jak nie wiem. Z boku to musiało komicznie wyglądać, dwóch nauczycieli tarzających się w śniegu jak jacyś nastolatkowie.
- Hiraaato-saaan już! Policzki mnie bolą!
- Przeproś!
- Gomene! Gomene!
- No.- zaprzestałem ataku i podniosłem się.- Idziemy do mnie na herbatę, bo nie mam ochoty na sake.- pomogłem mu wstać.
- Mi pasuje, w sumie to też nie chcę się nawalić.- zaśmiał się.
Razem poszliśmy do mojego mieszkania. Jego mokra kurtka trafiła na kaloryfer, a czajnik na gaz by posłusznie zagrzał wodę. Żałowałem trochę, że nie mogę spędzić tego czasu w samotności, no ale nie mówiłem tego głośno bo byłem dobrze wychowany.
Pośmialiśmy się trochę z Osamu, pogadaliśmy i on wyszedł jakoś o 22:00.
Byłem wręcz wypompowany, nie chciało mi się nic oprócz spania, więc od razu przebrałem się i runąłem na łóżko w swojej sypialni zasypiając. W nocy jak się okazało był u mnie Akito, jakoś nie mogłem skojarzyć co się w ogóle działo. Zawsze gdy jestem śpiący to nie kontaktuję ze światem. Dlatego też tak się rano zdziwiłem widząc porządek, śniadanie na stole i jego w samym ręczniku. Dziękował mi za coś ale nie mogłem skojarzyć o co chodzi, musiałem się więc podpytać.
- Możesz mi przypomnieć co tu robisz?- usiadłem na blacie w kuchni.
- Sensei nie pamięta? Zalało mi się mieszkanie w nocy i przyszedłem do pana bo nie miałem do kogo innego.
- A dziwisz się, że nie pamiętam? Ledwo ze światem kontaktowałem...
- To skoro sensei nie pamięta to ja pójdę.- mruknął smutno i chciał iść do salonu.
- Nie!- zatrzymałem go.- Możesz tu zostać, nie powiedziałem, że masz się wynieść, po prostu chciałem byś mi przypomniał. Ale jest parę warunków.
- Jakich?- jego oczy aż zaświeciły.
- Załóż jakieś spodnie i nie rób porządku w moich książkach, tam ma być bałagan. A co do spodni... Mi tam wisi jak ty chodzisz ubrany, ale wolę nie być pozwany o molestowanie ucznia.
- Nie będzie sensei.- zaczerwienił się.- I jeszcze raz dziękuję.
- Spoko.
Chłopak poleciał do łazienki, a ja powędrowałem się ubrać do swojej sypialni, dzisiaj będę szedł na trening do dojo, ale to później... Teraz mam jeszcze sporo czasu na lenistwo.
Ubrany polazłem do salonu i wziąłem sobie szkicownik by zacząć rysować. Lubiłem to robić, nie sprawiało mi takiej radości jak czytanie, ale na pewno odprężało.
Myślałem trochę nad tą sytuacją która zaistniała. Mam u siebie w domu studenta, dorosłego chłopaka który jest całkiem łady. Chociaż trochę mizerny... W łóżku jest pewnie nieśmiały... Zaraz.... O czym ja kurwa myślę?!
Wtedy do pokoju wszedł obiekt mych rozmyślań, a ja spojrzałem na to co naszkicowałem.
O zgrozo... Naszkicowałem jego! Tak nie miało być! Miałem rysować postacie do mangi którą wymyśliłem, a nie Akito! Wyrwałem szybko kartkę i zgniotłem ją.
- Stało się coś sensei?
- W domu mów mi po imieniu.- mruknąłem.- I nic się nie stało.- spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się lekko.- Co zamierzasz dzisiaj robić młody?
Gdy się "ocknąłem" z transu to na dworze robiło się już ciemnawo, a na moim talerzyku nie było już ciasta. Podniosłem się, wziąłem swoją torbę i wyszedłem z kawiarenki zostawiając jeszcze pieniądze na stoliku. Miałem wielka ochotę znaleźć się już w domu, następnego dnia miał być już weekend, a ja miałem ochotę pooglądać anime do północy, albo chociaż poczytać.
W pewnym momencie jednak coś twardego, mokrego i zimnego uderzyło mnie w głowę, a kawałki tego czegoś wpadły mi za kołnierzyk.
- Kurwa!!- wydarłem się.- Co za debil ma takie pomysły?!- odwróciłem się i ujrzałem uśmiechniętego Osamu.- Baka yaro!
- Oi Hirato-san nie przesadzaj, to tylko śnieg.- zaśmiał się.
- Tylko śnieg?!- warknąłem i zacząłem lepić kulkę z białego puchu.- Ja ci pokażę śnieg!
- No nie przesadzaj Hirato-san.- zaczął się wycofywać.
- Stój mówię!- rzuciłem się na niego.
Osamu runął na zaspę pod moim ciężarem, ja zacząłem mu wcierać śnieżkę w twarz. Oboje śmieliśmy się jak nie wiem. Z boku to musiało komicznie wyglądać, dwóch nauczycieli tarzających się w śniegu jak jacyś nastolatkowie.
- Hiraaato-saaan już! Policzki mnie bolą!
- Przeproś!
- Gomene! Gomene!
- No.- zaprzestałem ataku i podniosłem się.- Idziemy do mnie na herbatę, bo nie mam ochoty na sake.- pomogłem mu wstać.
- Mi pasuje, w sumie to też nie chcę się nawalić.- zaśmiał się.
Razem poszliśmy do mojego mieszkania. Jego mokra kurtka trafiła na kaloryfer, a czajnik na gaz by posłusznie zagrzał wodę. Żałowałem trochę, że nie mogę spędzić tego czasu w samotności, no ale nie mówiłem tego głośno bo byłem dobrze wychowany.
Pośmialiśmy się trochę z Osamu, pogadaliśmy i on wyszedł jakoś o 22:00.
Byłem wręcz wypompowany, nie chciało mi się nic oprócz spania, więc od razu przebrałem się i runąłem na łóżko w swojej sypialni zasypiając. W nocy jak się okazało był u mnie Akito, jakoś nie mogłem skojarzyć co się w ogóle działo. Zawsze gdy jestem śpiący to nie kontaktuję ze światem. Dlatego też tak się rano zdziwiłem widząc porządek, śniadanie na stole i jego w samym ręczniku. Dziękował mi za coś ale nie mogłem skojarzyć o co chodzi, musiałem się więc podpytać.
- Możesz mi przypomnieć co tu robisz?- usiadłem na blacie w kuchni.
- Sensei nie pamięta? Zalało mi się mieszkanie w nocy i przyszedłem do pana bo nie miałem do kogo innego.
- A dziwisz się, że nie pamiętam? Ledwo ze światem kontaktowałem...
- To skoro sensei nie pamięta to ja pójdę.- mruknął smutno i chciał iść do salonu.
- Nie!- zatrzymałem go.- Możesz tu zostać, nie powiedziałem, że masz się wynieść, po prostu chciałem byś mi przypomniał. Ale jest parę warunków.
- Jakich?- jego oczy aż zaświeciły.
- Załóż jakieś spodnie i nie rób porządku w moich książkach, tam ma być bałagan. A co do spodni... Mi tam wisi jak ty chodzisz ubrany, ale wolę nie być pozwany o molestowanie ucznia.
- Nie będzie sensei.- zaczerwienił się.- I jeszcze raz dziękuję.
- Spoko.
Chłopak poleciał do łazienki, a ja powędrowałem się ubrać do swojej sypialni, dzisiaj będę szedł na trening do dojo, ale to później... Teraz mam jeszcze sporo czasu na lenistwo.
Ubrany polazłem do salonu i wziąłem sobie szkicownik by zacząć rysować. Lubiłem to robić, nie sprawiało mi takiej radości jak czytanie, ale na pewno odprężało.
Myślałem trochę nad tą sytuacją która zaistniała. Mam u siebie w domu studenta, dorosłego chłopaka który jest całkiem łady. Chociaż trochę mizerny... W łóżku jest pewnie nieśmiały... Zaraz.... O czym ja kurwa myślę?!
Wtedy do pokoju wszedł obiekt mych rozmyślań, a ja spojrzałem na to co naszkicowałem.
O zgrozo... Naszkicowałem jego! Tak nie miało być! Miałem rysować postacie do mangi którą wymyśliłem, a nie Akito! Wyrwałem szybko kartkę i zgniotłem ją.
- Stało się coś sensei?
- W domu mów mi po imieniu.- mruknąłem.- I nic się nie stało.- spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się lekko.- Co zamierzasz dzisiaj robić młody?
sobota, 22 lutego 2014
Od Akito: 6 Kawiarnia
Spało mi się nawet dobrze, tylko oczywiście ktoś mnie obudził, nie mogła to być śliczna i nieśmiała dziewczyna tylko Sensei. Pomogłem mu znaleźć książkę, nawet tego nie potrafił zrobić porządnie. Naprawdę jest dość roztargniony.
-Mogę, nie mam dzisiaj nic ciekawego do roboty.- odpowiedziałem. Rozciągnąłem się i ziewnąłem jak lew, potem od razu wziąłem książkę i podszedłem do bibliotekarki poinformować że zabieram ją do domu, tak samo zrobił Sensei. Schowałem książkę do torby i powoli wyszedłem z sali, oczywiście jakoś nie zwracałem uwagi na Hirato, który szedł za mną w ciszy, nawet dziwnie że osoba taka jak ona potrafi milczeć.
-Może wstąpimy do kawiarni? Mam ochotę na coś słodkiego.- zaproponowałem.
-Jasne, a znasz jakieś ciekawe miejsce?- zapytał.
-Tak niedaleko mojego mieszkania, jest miła i cicha kawiarnia.- wyszliśmy z szkoły. Szliśmy tylko chwilę, miałem szczęście wynająć te mieszkanie za dobrą cenę i dodatkowo blisko uczelni. Po chwili doszliśmy do zacisznej kawiarni, puściłem Senseia pierwszego. Przecież starsi mają pierwszeństwo. Usiedliśmy w jakimś kącie by nie za bardzo rzucać się w oczy. Podeszła do nas kelnerka.
-Co sobie Panowie życzą?- zapytała z uśmiechem.
-Ja poproszę kawę i do tego ciasto tiramisu.- powiedziałem uprzejmie.
-Ja to samo.- mruknął Sensei. Pokiwała głową i ruszyła do kuchni. Ja jedynie wygodnie się rozsiadłem i ściąłem kurtkę.
-O czym chcesz ze mną porozmawiać? Podobno jestem ciekawym uczniem.- uśmiechnąłem się.
-Cóż jesteś nowym uczniem, dlaczego się przeprowadziłeś i zmieniłeś uczelnię?- zapytał. Kelnerka podała nam zamówienie a ja się chwilę zastanowiłem.
-Zakochała się we mnie dziewczyna, jednak gdy ją odrzuciłem zaczęła mnie śledzić, nachodzić, straszyć i miałem już powoli dość. Jedynym minusem tej sytuacji jest fakt że tutaj jest tak głośno...- napiłem się kawy.
-Aż tak, nie możliwe.- zaśmiał się.
-To dość kłopotliwe, nie lubię takich ludzi i tyle.- zacząłem jeść ciasto.
-A co z szkołą i przyjaciółmi?
-Nie mam ich, a szkoła to żaden kłopot bardzo dobrze się uczę i do tego dużo czytam. Zawsze byłem wzorowym uczniem.- skończyłem jeść i zabrałem się za kawę.
-Zauważyłem jako jeden tak perfekcyjnie i dokładnie odpowiadasz na moje pytania. używasz zdań złożonych i bardzo bogate masz słownictwo.- mruknąłem niezadowolony i wypił kawę.
-Nie to co ta banda debili, zdania pojedyncze! Dlaczego wybrali ten kierunek studiów to ja nie wiem.- zamyślił się.
-Nie wiem, ja poważnie do tego podchodzę.- położyłem na stoliku pieniądze. Spojrzałem na zegarek.
-Pewnie Sensei ma dużo do roboty nie będę przeszkadzał.- wstałem i się ubrałem.
-Masz mój adres, mówiłeś że nie masz nikogo a twoja rodzina mieszka dość daleko. Jak będziesz potrzebował pomocy śmiało przyjdź.- podał mi wizytówkę.
-Dobrze, do widzenia Sensei.- wyszedłem i od razu wróciłem do domu. W mieszkaniu od razu rzuciłem się na łóżko, jednak w nocy obudził mnie hałas. Otworzyłem oczy, całe mieszkanie było zalane. Od razu sąsiad do mnie wpadł i pomógł mi z rzeczami, a szczególnie z książkami. Okazało się że rury są do wymiany i nie mam gdzie mieszkać. Z wszystkim poszedłem do mieszkania Sensei. Dobrze że jutro jest weekend i nie mam żadnych zajęć, gdy zapukałem mocno do drzwi. Otworzył mi zaspany nauczyciel.
-Mieszkanie mi zalało i nie mam gdzie się zatrzymać.- powiedziałem on gestem reki zaprosił mnie do siebie.
-Rozgość się...- i wrócił do spylani, był bardzo dobrze zbudowany. Odłożyłem swoje rzeczy i położyłem się na sofie. Rano wstałem dość wcześnie, posprzątałem i zrobiłem śniadanie, strasznym był tutaj bałagan. Nagle do salonu w paradował Hirato...
-Dziękujże że mogę u ciebie zamieszkać, śniadanie jest na stole.- powiedziałem wdzięcznie, on cały sztywny usiadł przy stole i milczał. Byłem mu naprawdę za wszystko wdzięczny.
-Dołożę się do rachunków i będę gotował.- dodałem i wziąłem jedną z książek. On nadal milczał, coś musiało się stać bo zawsze jest hałaśliwy jak stado małp.
-Skorzystam z łazienki.- położyłem książkę na stoliku, i wszedłem do jego łazienki była dość duża. Wziąłem prysznic, i myślałem nad tym co zrobić dalej. Przecież nie mogę u niego długo mieszkać przecież ma życie prywatne i nauczyciel z studentem...Owinąłem się ręcznikiem i wyszedłem zrobić sobie kawę. Jednak gdy mężczyzna mnie zobaczył zrobił się cały czerwony.
-Mogę, nie mam dzisiaj nic ciekawego do roboty.- odpowiedziałem. Rozciągnąłem się i ziewnąłem jak lew, potem od razu wziąłem książkę i podszedłem do bibliotekarki poinformować że zabieram ją do domu, tak samo zrobił Sensei. Schowałem książkę do torby i powoli wyszedłem z sali, oczywiście jakoś nie zwracałem uwagi na Hirato, który szedł za mną w ciszy, nawet dziwnie że osoba taka jak ona potrafi milczeć.
-Może wstąpimy do kawiarni? Mam ochotę na coś słodkiego.- zaproponowałem.
-Jasne, a znasz jakieś ciekawe miejsce?- zapytał.
-Tak niedaleko mojego mieszkania, jest miła i cicha kawiarnia.- wyszliśmy z szkoły. Szliśmy tylko chwilę, miałem szczęście wynająć te mieszkanie za dobrą cenę i dodatkowo blisko uczelni. Po chwili doszliśmy do zacisznej kawiarni, puściłem Senseia pierwszego. Przecież starsi mają pierwszeństwo. Usiedliśmy w jakimś kącie by nie za bardzo rzucać się w oczy. Podeszła do nas kelnerka.
-Co sobie Panowie życzą?- zapytała z uśmiechem.
-Ja poproszę kawę i do tego ciasto tiramisu.- powiedziałem uprzejmie.
-Ja to samo.- mruknął Sensei. Pokiwała głową i ruszyła do kuchni. Ja jedynie wygodnie się rozsiadłem i ściąłem kurtkę.
-O czym chcesz ze mną porozmawiać? Podobno jestem ciekawym uczniem.- uśmiechnąłem się.
-Cóż jesteś nowym uczniem, dlaczego się przeprowadziłeś i zmieniłeś uczelnię?- zapytał. Kelnerka podała nam zamówienie a ja się chwilę zastanowiłem.
-Zakochała się we mnie dziewczyna, jednak gdy ją odrzuciłem zaczęła mnie śledzić, nachodzić, straszyć i miałem już powoli dość. Jedynym minusem tej sytuacji jest fakt że tutaj jest tak głośno...- napiłem się kawy.
-Aż tak, nie możliwe.- zaśmiał się.
-To dość kłopotliwe, nie lubię takich ludzi i tyle.- zacząłem jeść ciasto.
-A co z szkołą i przyjaciółmi?
-Nie mam ich, a szkoła to żaden kłopot bardzo dobrze się uczę i do tego dużo czytam. Zawsze byłem wzorowym uczniem.- skończyłem jeść i zabrałem się za kawę.
-Zauważyłem jako jeden tak perfekcyjnie i dokładnie odpowiadasz na moje pytania. używasz zdań złożonych i bardzo bogate masz słownictwo.- mruknąłem niezadowolony i wypił kawę.
-Nie to co ta banda debili, zdania pojedyncze! Dlaczego wybrali ten kierunek studiów to ja nie wiem.- zamyślił się.
-Nie wiem, ja poważnie do tego podchodzę.- położyłem na stoliku pieniądze. Spojrzałem na zegarek.
-Pewnie Sensei ma dużo do roboty nie będę przeszkadzał.- wstałem i się ubrałem.
-Masz mój adres, mówiłeś że nie masz nikogo a twoja rodzina mieszka dość daleko. Jak będziesz potrzebował pomocy śmiało przyjdź.- podał mi wizytówkę.
-Dobrze, do widzenia Sensei.- wyszedłem i od razu wróciłem do domu. W mieszkaniu od razu rzuciłem się na łóżko, jednak w nocy obudził mnie hałas. Otworzyłem oczy, całe mieszkanie było zalane. Od razu sąsiad do mnie wpadł i pomógł mi z rzeczami, a szczególnie z książkami. Okazało się że rury są do wymiany i nie mam gdzie mieszkać. Z wszystkim poszedłem do mieszkania Sensei. Dobrze że jutro jest weekend i nie mam żadnych zajęć, gdy zapukałem mocno do drzwi. Otworzył mi zaspany nauczyciel.
-Mieszkanie mi zalało i nie mam gdzie się zatrzymać.- powiedziałem on gestem reki zaprosił mnie do siebie.
-Rozgość się...- i wrócił do spylani, był bardzo dobrze zbudowany. Odłożyłem swoje rzeczy i położyłem się na sofie. Rano wstałem dość wcześnie, posprzątałem i zrobiłem śniadanie, strasznym był tutaj bałagan. Nagle do salonu w paradował Hirato...
-Dziękujże że mogę u ciebie zamieszkać, śniadanie jest na stole.- powiedziałem wdzięcznie, on cały sztywny usiadł przy stole i milczał. Byłem mu naprawdę za wszystko wdzięczny.
-Dołożę się do rachunków i będę gotował.- dodałem i wziąłem jedną z książek. On nadal milczał, coś musiało się stać bo zawsze jest hałaśliwy jak stado małp.
-Skorzystam z łazienki.- położyłem książkę na stoliku, i wszedłem do jego łazienki była dość duża. Wziąłem prysznic, i myślałem nad tym co zrobić dalej. Przecież nie mogę u niego długo mieszkać przecież ma życie prywatne i nauczyciel z studentem...Owinąłem się ręcznikiem i wyszedłem zrobić sobie kawę. Jednak gdy mężczyzna mnie zobaczył zrobił się cały czerwony.
piątek, 21 lutego 2014
Od Hirato: 5. Bajki Krasickiego
Że też ten bachor ma czelność mi mówić takie rzeczy. Nazwał mnie sierotą, sam jest sierotą...
- I to sierotą do kwadratu!- wrzasnąłem na cały ryj w pustym zapleczu mojej klasy.- Po co ja się w ogóle tym przejmuję?- westchnąłem i zacząłem zakładać na siebie swoją kurtkę. Dzisiaj nie muszę siedzieć do późna i nie muszę sprawdzać żadnych pieprzonych sprawdzianów. Ta praca byłaby idealna gdyby nie ci gówniarze.
Owinąłem szyję szalikiem, wziąłem swoją torbę i wyszedłem z zaplecza zamykając go, potem wyszedłem z klasy i też ją zamknąłem. Muszę jeszcze tylko wejść do szkolnej biblioteki po zbiór bajek Ignacego Krasickiego, bo trzy z moich jutrzejszych lekcji mają być właśnie o jego utworach.
Ruszyłem przez korytarz, jeszcze nie całkiem pusty, bo dzisiaj w miarę wcześnie kończyłem, a niektóre klasy miały jeszcze zajęcia. Idąc tak zastanawiałem się, co dzisiaj zjeść na obiad. Może zrobię sobie spaghetti tak dla odmiany?
- Oi Hirato-san.- zostałem zaczepiony przez Osamu.- Kończysz już zajęcia, nie?
- Ta, nareszcie.- zaśmiałem się krótko.- Ile ci lekcji zostało?
- Ja mam jeszcze jedną i spadam stąd. Powiedz mi to co dzisiaj z tym sake?
- Spoko, możemy iść, umówmy się o dwudziestej przy parku.
- To do dwudziestej.- uśmiechnął się do mnie i poszedł prawdopodobnie do swojej klasy.
Fajny był z niego gość i był podobno dobrym nauczycielem. Nie wiem, ja tam się nie znam, nie byłem na jego lekcji, ale z tego co wiem to jest ciekawie.
Ja w szkole mam miano najsurowszego, ale też najśmieszniejszego. Dzieciaki jakoś nigdy bardzo nie narzekały na moją zgorzkniałość i nie miały do mnie żadnych uwag czy zastrzeżeń. No, prócz Akito.
Ruszyłem znów do biblioteki. Zacząłem żałować, że założyłem tą kurtkę bo robiło mi się gorąco. No ale jakoś wytrwam.
Wlazłem do sali i uśmiechnąłem się do bibliotekarki. Dobra z niej była kobieta.
- Czego szukasz Hirato-san? Powiem ci gdzie leży.
- Zbiór bajek Krasickiego.
- Hmmm... Powinien być w starszych egzemplarzach, pomóc ci szukać?
- Nie... Poradzę sobie.- odpiąłem kurtkę i wszedłem regały.
Zapach książek był cudowny, a zwłaszcza tych starych, od razu miałem chęć sięgnąć po jedną i zagłębić się w lekturze.
Zdziwiłem się nieźle gdy zobaczyłem na podłodze leżącego Akito, pierwsze co mi przyszło do głowy to to, że chłopak zasłabł i coś mu się stało, jednak gdy usłyszałem ciche chrapanie to omal nie wybuchnąłem śmiechem. On zasnął! Po prostu spał jak suseł!
Ukucnąłem przy nim i wziąłem książkę która leżała na podłodze. Widocznie podczas jej czytania mu się kimło. Nie powiem chłopak wyglądał słodko, aż chciało się go przytulić, ale posądzili by mnie o pedofilstwo czy coś. Postanowiłem go więc obudzić niż przytulać, przecież jak dalej tu będzie spał to go tu zamkną i przesiedzi tu do rana.
- E mały... Wstawaj.-zatkałem mu nos, a on się zerwał by zaczerpnąć powietrza ustami.- Nie śpimy na warcie.- prychnąłem.
- Co się...? Sensei?- mruknął sennie.
- A kto? Duch Święty gnojku? Czemu tu zasnąłeś?- usiadłem obok niego i zdjąłem szalik z szyi.
- Tak jakoś... Oczy mi się zamknęły.- ziewnął.- Nie wyspałem się.
- Widziałem na moich zajęciach.- mruknąłem.- Byłeś bardziej przymulony niż zazwyczaj. Pewnie pracowałeś do późna, nie?
- Ta, ale co to senseia obchodzi?- spojrzał na mnie dziwnie.
- Jako człowieka nie obchodzi mnie w ogóle, ale jako nauczyciel przejmuję się tym, bo jesteś moim uczniem. Gnojkiem z niewyparzonym jęzorem, ale uczniem.- uśmiechnąłem się lekko widząc jego minę, potem szybko przewertowałem książkę którą niedawno podniosłem.- Masz dobry gust skoro czytasz Kinga.- oddałem mu ją i podniosłem się.- No, lepiej spadaj do domu i tam się wyśpij.
- Po co sensei tu przyszedł?
- A nie mogę?- mruknąłem w jego stronę i zacząłem oglądać tytuły książek na regalach.- Potrzebuję książki na jutrzejsze zajęcia.
- Pomóc szukać?- podniósł się.
- Próbujesz mi się podlizać gówniarzu?- spojrzałem na niego wrednie.- Nie myśl, że zdobędziesz u mnie jakieś specjalne względy.
- Ciszej sensei, jesteśmy w bibliotece... I nie chcę żadnych względów, nie obchodzi mnie to.- zmarszczył nos.
- Nie zwracaj mi uwagi młotku, bo spiorę ci tyłek, tak, że nie usiedzisz do końca tygodnia.- warknąłem.- I jestem cicho dla twojej posranej wiadomości.
- Brzydko się pan wyraża.- pokręcił przecząco głową.- Nie dość, że sierota to jeszcze wulgarny.
- Bo mnie kurwa wkurzyłeś!- warknąłem.- I nadal to robisz!- już chciał coś powiedzieć, ale spojrzałem na niego morderczym wzrokiem.- Stul pysk, bo wyrwę ci język.
- Oh sensei... Teraz robisz się agresywny...- pokiwał głową.
- A ty szukasz tej książki, czy nie? Jak jej nie znajdziesz to wstawię ci pałę!
- Nawet nie wiem czego mam szukać...
- Zbiór bajek Krasickiego.
Akito westchnął i zaczął przeglądać regały. Szukaliśmy tak chwilę, bo większość starych książek nie było podpisanych (trzeba było zaglądać do środka), ale w końcu chłopak znalazł odpowiednią.
- Dzięki.- wziąłem ją od niego i spojrzałem mu w oczy.- Może chcesz się przejść do knajpki? Zjemy coś i powiesz mi coś o sobie. Jesteś ciekawym uczniem, inteligentnym lecz... Pyskatym.- zmrużyłem oczy.
Chciałem dowiedzieć się o nim czegoś więcej, do tego byłem głodny i on chyba też, a do spotkania z Osamu zostało mi jeszcze trochę czasu.
- I to sierotą do kwadratu!- wrzasnąłem na cały ryj w pustym zapleczu mojej klasy.- Po co ja się w ogóle tym przejmuję?- westchnąłem i zacząłem zakładać na siebie swoją kurtkę. Dzisiaj nie muszę siedzieć do późna i nie muszę sprawdzać żadnych pieprzonych sprawdzianów. Ta praca byłaby idealna gdyby nie ci gówniarze.
Owinąłem szyję szalikiem, wziąłem swoją torbę i wyszedłem z zaplecza zamykając go, potem wyszedłem z klasy i też ją zamknąłem. Muszę jeszcze tylko wejść do szkolnej biblioteki po zbiór bajek Ignacego Krasickiego, bo trzy z moich jutrzejszych lekcji mają być właśnie o jego utworach.
Ruszyłem przez korytarz, jeszcze nie całkiem pusty, bo dzisiaj w miarę wcześnie kończyłem, a niektóre klasy miały jeszcze zajęcia. Idąc tak zastanawiałem się, co dzisiaj zjeść na obiad. Może zrobię sobie spaghetti tak dla odmiany?
- Oi Hirato-san.- zostałem zaczepiony przez Osamu.- Kończysz już zajęcia, nie?
- Ta, nareszcie.- zaśmiałem się krótko.- Ile ci lekcji zostało?
- Ja mam jeszcze jedną i spadam stąd. Powiedz mi to co dzisiaj z tym sake?
- Spoko, możemy iść, umówmy się o dwudziestej przy parku.
- To do dwudziestej.- uśmiechnął się do mnie i poszedł prawdopodobnie do swojej klasy.
Fajny był z niego gość i był podobno dobrym nauczycielem. Nie wiem, ja tam się nie znam, nie byłem na jego lekcji, ale z tego co wiem to jest ciekawie.
Ja w szkole mam miano najsurowszego, ale też najśmieszniejszego. Dzieciaki jakoś nigdy bardzo nie narzekały na moją zgorzkniałość i nie miały do mnie żadnych uwag czy zastrzeżeń. No, prócz Akito.
Ruszyłem znów do biblioteki. Zacząłem żałować, że założyłem tą kurtkę bo robiło mi się gorąco. No ale jakoś wytrwam.
Wlazłem do sali i uśmiechnąłem się do bibliotekarki. Dobra z niej była kobieta.
- Czego szukasz Hirato-san? Powiem ci gdzie leży.
- Zbiór bajek Krasickiego.
- Hmmm... Powinien być w starszych egzemplarzach, pomóc ci szukać?
- Nie... Poradzę sobie.- odpiąłem kurtkę i wszedłem regały.
Zapach książek był cudowny, a zwłaszcza tych starych, od razu miałem chęć sięgnąć po jedną i zagłębić się w lekturze.
Zdziwiłem się nieźle gdy zobaczyłem na podłodze leżącego Akito, pierwsze co mi przyszło do głowy to to, że chłopak zasłabł i coś mu się stało, jednak gdy usłyszałem ciche chrapanie to omal nie wybuchnąłem śmiechem. On zasnął! Po prostu spał jak suseł!
Ukucnąłem przy nim i wziąłem książkę która leżała na podłodze. Widocznie podczas jej czytania mu się kimło. Nie powiem chłopak wyglądał słodko, aż chciało się go przytulić, ale posądzili by mnie o pedofilstwo czy coś. Postanowiłem go więc obudzić niż przytulać, przecież jak dalej tu będzie spał to go tu zamkną i przesiedzi tu do rana.
- E mały... Wstawaj.-zatkałem mu nos, a on się zerwał by zaczerpnąć powietrza ustami.- Nie śpimy na warcie.- prychnąłem.
- Co się...? Sensei?- mruknął sennie.
- A kto? Duch Święty gnojku? Czemu tu zasnąłeś?- usiadłem obok niego i zdjąłem szalik z szyi.
- Tak jakoś... Oczy mi się zamknęły.- ziewnął.- Nie wyspałem się.
- Widziałem na moich zajęciach.- mruknąłem.- Byłeś bardziej przymulony niż zazwyczaj. Pewnie pracowałeś do późna, nie?
- Ta, ale co to senseia obchodzi?- spojrzał na mnie dziwnie.
- Jako człowieka nie obchodzi mnie w ogóle, ale jako nauczyciel przejmuję się tym, bo jesteś moim uczniem. Gnojkiem z niewyparzonym jęzorem, ale uczniem.- uśmiechnąłem się lekko widząc jego minę, potem szybko przewertowałem książkę którą niedawno podniosłem.- Masz dobry gust skoro czytasz Kinga.- oddałem mu ją i podniosłem się.- No, lepiej spadaj do domu i tam się wyśpij.
- Po co sensei tu przyszedł?
- A nie mogę?- mruknąłem w jego stronę i zacząłem oglądać tytuły książek na regalach.- Potrzebuję książki na jutrzejsze zajęcia.
- Pomóc szukać?- podniósł się.
- Próbujesz mi się podlizać gówniarzu?- spojrzałem na niego wrednie.- Nie myśl, że zdobędziesz u mnie jakieś specjalne względy.
- Ciszej sensei, jesteśmy w bibliotece... I nie chcę żadnych względów, nie obchodzi mnie to.- zmarszczył nos.
- Nie zwracaj mi uwagi młotku, bo spiorę ci tyłek, tak, że nie usiedzisz do końca tygodnia.- warknąłem.- I jestem cicho dla twojej posranej wiadomości.
- Brzydko się pan wyraża.- pokręcił przecząco głową.- Nie dość, że sierota to jeszcze wulgarny.
- Bo mnie kurwa wkurzyłeś!- warknąłem.- I nadal to robisz!- już chciał coś powiedzieć, ale spojrzałem na niego morderczym wzrokiem.- Stul pysk, bo wyrwę ci język.
- Oh sensei... Teraz robisz się agresywny...- pokiwał głową.
- A ty szukasz tej książki, czy nie? Jak jej nie znajdziesz to wstawię ci pałę!
- Nawet nie wiem czego mam szukać...
- Zbiór bajek Krasickiego.
Akito westchnął i zaczął przeglądać regały. Szukaliśmy tak chwilę, bo większość starych książek nie było podpisanych (trzeba było zaglądać do środka), ale w końcu chłopak znalazł odpowiednią.
- Dzięki.- wziąłem ją od niego i spojrzałem mu w oczy.- Może chcesz się przejść do knajpki? Zjemy coś i powiesz mi coś o sobie. Jesteś ciekawym uczniem, inteligentnym lecz... Pyskatym.- zmrużyłem oczy.
Chciałem dowiedzieć się o nim czegoś więcej, do tego byłem głodny i on chyba też, a do spotkania z Osamu zostało mi jeszcze trochę czasu.
czwartek, 20 lutego 2014
Od Akito: 4 "Co z Sensei za sierota"
Skupiłem się na pracy by wypełnić swoje obowiązki jak najlepiej. Jednak zdenerwowały mnie jego słowa, nie może chociaż trochę być ciszej hałas mnie irytował. Nawet w tej knajpce było głośno, jednak musiałem zachowywać się zawodowo i ignorować klientów. Po pracy przebrałem się i już miałem wychodzić, jednak jeden z kelnerów mnie zatrzymał.
-Yo~! Miałem się przedstawić jestem Kotaro, miło mi ciebie poznać.- podał mi rękę Ja jedynie na niego spojrzałem i wymusiłem uśmiech, szczerze mówiąc byłem padnięty jak koń po przebiegnięciu kilka mil.
-Miło mi ciebie poznać, jestem Akito. Możesz mi mówić po imieniu.- odpowiedziałem.
-Super!- odpowiedział i poklepał mnie po plecach.
-Dobra, ja już wracam do domu.- powiedziałem i od razu wyszedłem z knajpki. Nie miałem ochoty z nim dzisiaj gadać, teraz jedynie marzyłem o zacisznym mieszkanku i łóżku. W domu wziąłem prysznic, a potem zjadłem płatki, jakoś wysilać w kuchni mi się nie chce. Położyłem się do wielkiego łóżka i od razu zasnąłem jak bóbr.
Rano obudził mnie telefon komórkowy, od razu wywlokłem się z łóżka i odebrałem.
-Akito, mój kochany synek!- od razu krzyknęła mama i w ten oto sposób wybudziła mnie w 100 %.
-Tak mamo, co znów ode mnie chcesz...- mruknąłem i ziewnąłem jak lew. Ona jedynie coś mruknęła pod nosem niezadowolona.
-Chcę się upewnić czy żyjesz, Akito wiesz że masz już 21 lat a ja jestem taka stara.- zaczęło się.
-Wiem, masz skórę jak dinozaur, a twoja fryzura szkoda gadać.- mruknąłem.
-Głupi jesteś, i nie mów tak do matki. Chodzi mi o dziewczynę i wnuki masz mi je dać.- krzyknęła.
-Nie śpieszy mi się.- lubiłem robić jej na złość.
-Czemu jesteś taki niedobry! Mój Akito przecież jest popularny wśród dziewcząt pewnie jakąś wyrwiesz tylko nie bądź taki chłodny.- warknęłam. Ja jedynie westchnąłem ciężko.
-Też cię kocham.- od razu się rozłączyłem. Przeszedłem do łazienki i ubrałem się jak zwykle, uczesałem i ładnie umyłem. W kuchni wypiłem mocną kawę i zjadłem kanapki, od razu dostałem energii na nowy dzień. Ubrałem buty i założyłem kurtkę, torba leżała przy drzwiach chwyciłem ją i spokojnie ruszyłem na zajęcia. Życie studenta jest dość męczące, ale jestem już na 3 roku. Gdy wkroczyłem na teren szkoły, od razu zauważyłem jak leży mój wykładowca literatury.
-Nie powinieneś tak się wyrażać.- mruknąłem i pomogłem mu pozbierać wszystkie książki.
-Nie pouczaj mnie smarkaczu.- warknął i schował wszystko do torby.
-Zeby wywalić się na prostej drodze. Co z Sensei za sierota.- zaśmiałem się i pomogłem mu wstać. Już chciał na mnie nakrzyczeć.
-Bay, bay~! Proszę uważać na siebie.- pomachałem ręką i wszedłem do środka. Coś krzyczał, jednak nie zwracałem na to uwagi. Od razu ruszyłem na zajęcia. Strasznie byłem zmęczony, jednak skupiałem się na wykładach. Podczas przerwy, zjadłem sobie coś słodkiego na dachu i wróciłem znów do zajęć. Widziałem jak dziewczyny na mnie patrzą i próbują mnie zaczepić. Powiem szczerze, ale jakoś mnie podniecają mnie, są nudne i zwyczajne ja chce czegoś ciekawego. Nadszedł wykład z historii, oczywiście prowadzony przez Senseia, spytał mnie pewnie dla zemsty pomyliłem 3 daty, nigdy nie miałem do tego głowy. Ale przecież jestem człowiekiem do tego młodym mam prawo popełniać błędy. Po zajęciach, ruszyłem do biblioteki poczytać. Dzisiaj nie miałem zmiany, pracowałem różnie najczęściej dostawałem powiadomienie przez sms. Wybrałem książkę mojego ulubionego autora Kinga i usiadłem ukryty pomiędzy regałami ze starymi książkami. Kochałem ten zapach, był taki kojący, ogólnie kochałem biblioteki było tutaj tak cicho zero krzyków i hałasów. Jednak po 50 stronach, zrobiłem się senny ułożyłem się wygodnie i zasnąłem. Pewnie mnie zamkną tutaj na całą noc. Myślałem o wszystkim co mnie ostatnio spotkało, i musiałem przyznać że Sensei jest bardzo przystojny jednak taki hałaśliwy jak jakiś mały bachor lub niewyżyty nastolatek, a przecież jest ode mnie starszy. Pewnie jego dziewczyna jest podobna do niego, też agresywna i wulgarna. Jednak o czym ja myślę? Lepiej zasnę i pogrążę się w krainie snów.
-Yo~! Miałem się przedstawić jestem Kotaro, miło mi ciebie poznać.- podał mi rękę Ja jedynie na niego spojrzałem i wymusiłem uśmiech, szczerze mówiąc byłem padnięty jak koń po przebiegnięciu kilka mil.
-Miło mi ciebie poznać, jestem Akito. Możesz mi mówić po imieniu.- odpowiedziałem.
-Super!- odpowiedział i poklepał mnie po plecach.
-Dobra, ja już wracam do domu.- powiedziałem i od razu wyszedłem z knajpki. Nie miałem ochoty z nim dzisiaj gadać, teraz jedynie marzyłem o zacisznym mieszkanku i łóżku. W domu wziąłem prysznic, a potem zjadłem płatki, jakoś wysilać w kuchni mi się nie chce. Położyłem się do wielkiego łóżka i od razu zasnąłem jak bóbr.
Rano obudził mnie telefon komórkowy, od razu wywlokłem się z łóżka i odebrałem.
-Akito, mój kochany synek!- od razu krzyknęła mama i w ten oto sposób wybudziła mnie w 100 %.
-Tak mamo, co znów ode mnie chcesz...- mruknąłem i ziewnąłem jak lew. Ona jedynie coś mruknęła pod nosem niezadowolona.
-Chcę się upewnić czy żyjesz, Akito wiesz że masz już 21 lat a ja jestem taka stara.- zaczęło się.
-Wiem, masz skórę jak dinozaur, a twoja fryzura szkoda gadać.- mruknąłem.
-Głupi jesteś, i nie mów tak do matki. Chodzi mi o dziewczynę i wnuki masz mi je dać.- krzyknęła.
-Nie śpieszy mi się.- lubiłem robić jej na złość.
-Czemu jesteś taki niedobry! Mój Akito przecież jest popularny wśród dziewcząt pewnie jakąś wyrwiesz tylko nie bądź taki chłodny.- warknęłam. Ja jedynie westchnąłem ciężko.
-Też cię kocham.- od razu się rozłączyłem. Przeszedłem do łazienki i ubrałem się jak zwykle, uczesałem i ładnie umyłem. W kuchni wypiłem mocną kawę i zjadłem kanapki, od razu dostałem energii na nowy dzień. Ubrałem buty i założyłem kurtkę, torba leżała przy drzwiach chwyciłem ją i spokojnie ruszyłem na zajęcia. Życie studenta jest dość męczące, ale jestem już na 3 roku. Gdy wkroczyłem na teren szkoły, od razu zauważyłem jak leży mój wykładowca literatury.
-Nie powinieneś tak się wyrażać.- mruknąłem i pomogłem mu pozbierać wszystkie książki.
-Nie pouczaj mnie smarkaczu.- warknął i schował wszystko do torby.
-Zeby wywalić się na prostej drodze. Co z Sensei za sierota.- zaśmiałem się i pomogłem mu wstać. Już chciał na mnie nakrzyczeć.
-Bay, bay~! Proszę uważać na siebie.- pomachałem ręką i wszedłem do środka. Coś krzyczał, jednak nie zwracałem na to uwagi. Od razu ruszyłem na zajęcia. Strasznie byłem zmęczony, jednak skupiałem się na wykładach. Podczas przerwy, zjadłem sobie coś słodkiego na dachu i wróciłem znów do zajęć. Widziałem jak dziewczyny na mnie patrzą i próbują mnie zaczepić. Powiem szczerze, ale jakoś mnie podniecają mnie, są nudne i zwyczajne ja chce czegoś ciekawego. Nadszedł wykład z historii, oczywiście prowadzony przez Senseia, spytał mnie pewnie dla zemsty pomyliłem 3 daty, nigdy nie miałem do tego głowy. Ale przecież jestem człowiekiem do tego młodym mam prawo popełniać błędy. Po zajęciach, ruszyłem do biblioteki poczytać. Dzisiaj nie miałem zmiany, pracowałem różnie najczęściej dostawałem powiadomienie przez sms. Wybrałem książkę mojego ulubionego autora Kinga i usiadłem ukryty pomiędzy regałami ze starymi książkami. Kochałem ten zapach, był taki kojący, ogólnie kochałem biblioteki było tutaj tak cicho zero krzyków i hałasów. Jednak po 50 stronach, zrobiłem się senny ułożyłem się wygodnie i zasnąłem. Pewnie mnie zamkną tutaj na całą noc. Myślałem o wszystkim co mnie ostatnio spotkało, i musiałem przyznać że Sensei jest bardzo przystojny jednak taki hałaśliwy jak jakiś mały bachor lub niewyżyty nastolatek, a przecież jest ode mnie starszy. Pewnie jego dziewczyna jest podobna do niego, też agresywna i wulgarna. Jednak o czym ja myślę? Lepiej zasnę i pogrążę się w krainie snów.
środa, 19 lutego 2014
Od Hirato: 3. Ootoro i lód
Ten nowy uczeń był bardzo inteligenty i najwyraźniej był molem książkowym, jednak irytował mnie jak cholera! Nie dość, że mnie nie słuchał to jeszcze zwracał mi uwagę, że mam być ciszej! Nie mogę być ciszej bo inaczej uczniowie by mi wleźli na głowę, a do tego na pewno nie dopuszczę.
Po lekcjach zostałem dłużej w szkole by sprawdzić wszystkie sprawdziany i kartkówki. Chciałem to zrobić tego dnia, by na cały następny tydzień mieć stosunkowy spokój. Chociaż na pewno będę musiał sprawdzać jakieś kartkówki.
Moje myśli cały czas krążyły wokół Akito i to wszystko się przedłużyło. Żeby mnie tak traktować... Rozumiem, że jest mądry, ale to ja jestem nauczycielem i powinien się mnie słuchać.
- W końcu skończyłem!- rzuciłem długopis na biurko i zacząłem rozmasowywać sobie dłonie.- Która to godzina?- spojrzałem na zegarek. Wskazówki wskazywały 20:00
Westchnąłem i podniosłem się z krzesła, spakowałem do swojej torby swoje zeszyty i książki, i założyłem na siebie czarną kurtkę. Szyję owinąłem szalikiem, a na dłonie wsadziłem rękawiczki. W końcu do domu... Od razu jak wrócę, wezmę prysznic i pójdę spać. Dziś nie mam nawet siły na czytanie czy oglądanie anime.
Założyłem torbę na ramię i wyszedłem z zaplecza. Zamknąłem drzwi na klucz i wylazłem z klasy też ją zamykając.
Klucze włożyłem do kieszeni i ruszyłem do wyjścia ze szkoły.
Jak wrócę do domu to nie będzie chciało mi się nic robić do żarcia... Może wstąpię do jakiejś knajpki i zamówię sobie ootoro na wynos? Tak to dobry pomysł, po 19:00 nigdy mi się już nie chce gotować, więc najczęściej coś zamawiam lub idę spać na głodniaka.
Wylazłem z budynku na mróz. Na całe szczęście nie było tu żywej duszy. Żadnych krzyków, żadnych bitew na śnieżki i żadnych gonitw.
Szedłem dosyć szybkim krokiem, by nogi nie zdrętwiały mi od zimna, nawet pomagało bo było mi zimno tylko w głowę. Ale czapki nie założę, wyglądam w niej jak debil.
Po paru minutach spacerku, oglądania otoczenia i ogólnie wszystkiego, wlazłem do swojej ulubionej knajpki. Było tu miło i przyjemnie, no i mieli wyśmienite żarcie. Jednak nie wiedziałem, że mój nowy uczeń, Akito tutaj pracuje jako kelner. No proszę... Jaki zbieg okoliczności...
Podszedłem do baru i uśmiechnąłem się do gościa który za nim stał. Był moim kolegą, często z nim gadałem gdy tu przychodziłem.
- Konichiwa Hirato-san.- uśmiechnął się na mój widok.- Ootoro na wynos jak sądzę?
- Tak, dokładnie tak, możesz dać też kalmary bo jestem głodny jak wilk.
- Już się robi. Widziałeś? Mamy nowego kelnera.
- To mój uczeń.- zaśmiałem się.- Jest dość dobry, ale trochę nieogarnięty.
- No proszę... Całkiem nieźle sobie radzi, dobra, bo się jeszcze rozgadam, już idę po twoje jedzenie. Chcesz coś do picia?
- Hai, coli.
Facet kiwnął do Akito i kazał mu mi podać cole. Chłopak przytaknął i zniknął w kuchni, wrócił jednak za chwilę ze szklanką z napojem.
- Proszę sensei.- postawił przede mną picie.
- Nie wiedziałem, że tu pracujesz.- uśmiechnąłem się i wziąłem łyka.- To twój pierwszy dzień, nie?
- Tak, podać coś jeszcze?
- Nie, dzięki.
Czekałem jakiś czas na żarcie i gdy do mnie przyszło, to coli już nie było, jednak ciepłe jedzonko pięknie pachniało, więc wynagrodziło mi czekanie. Do tego w domu mi pewnie wynagrodzi wyśmienitym smakiem. Przyniósł mi je Akito. Dałem mu kasę i uśmiechnąłem się łobuzersko.
- Nie mogę być cichy Akito-kun, bo jeśli bym taki był to bym miał zgraję debili na głowie, którzy by mną rządzili. A tak być nie może. Gomene za posiłek, sayonara.
Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem z knajpki. Do domu wręcz biegłem, bo nie chciałem by żarcie było zimne. Gdy tylko wpadłem do swojego przytulnego mieszkanka i rozpłaszczyłem się to od razu zacząłem pałaszować kalmary pałeczkami. Zagryzałem je tuńczykiem i popijałem wodą z kranu.
Mój brzusio się cieszył, a po ciele rozchodziło się przyjemne ciepło pochodzące z dobrej potrawy.
Ładnie posprzątałem po swoim posiłku, bo bałagan lubiłem mieć tylko w książkach i poszedłem pod prysznic. Umyłem się szybko i w samych bokserkach walnąłem się na łóżko i prawie od razu zasnąłem.
Rano obudził mnie budzik, zwlokłem się z łóżka jak zombie i zaległem na podłodze. Chciało mi się spać, ale musiałem wstać, zawsze miałem z tym problemy.
Zmusiłem się do zrobienia pięciu brzuszków, dzięki nim się w miarę rozbudziłem i dorobiłem jeszcze 45. Potem jeszcze trochę pompek i ruszyłem do łazienki by się przygotować. Pewnie znów nie zdążę zjeść porządnego śniadania...
Przemyłem twarz zimną wodą, umyłem kły i posmarowałem twarz kremem nawilżającym. W końcu starość nie radość, a ja nadal nikogo przy sobie nie mam. Może jak nikogo nie znajdę to zaadoptuję dziecko? To względny pomysł, przemyślę to za jakieś osiem lat, może mniej.
Następnie się ubrałem, jak zwykle na ciemno, czarne rurki, ciemno czerwona koszula w nie wpuszczona i ozdóbki. Uwielbiam ozdóbki, jakieś rzemyki na nadgarstku, kolczyki w uchu lub srebrne obrączki na palcach.
Tak jak podejrzewałem nie zdążyłem zjeść śniadania, złapałem jakąś bułkę wygrzebaną z szafki, swoją torę i wylazłem z mieszkania. Wróciłem się oczywiście jeszcze po kurtkę, szalik, klucze i komórkę. Jak znajdę się w moim zapleczu to będę musiał sobie zrobić kawy...
Ruszyłem żwawym krokiem do swego miejsca pracy. Wszystko szło pięknie i ładnie (nic mnie nie zdenerwowało), póki nie znalazłem się na dziedzińcu szkoły. Było tam tak cholernie ślisko, że nie wyrobiłem i wywinąłem takiego orła, że mógłbym dostać za niego 10 punktów w zawodach na wyjebanie się na lodzie.
- Kurwa jebana mać...- warknąłem pod nosem zbierając książki które wysypały mi się z torby. Nie pomagał mi też w tym ból stłuczonego tyłka.
Po lekcjach zostałem dłużej w szkole by sprawdzić wszystkie sprawdziany i kartkówki. Chciałem to zrobić tego dnia, by na cały następny tydzień mieć stosunkowy spokój. Chociaż na pewno będę musiał sprawdzać jakieś kartkówki.
Moje myśli cały czas krążyły wokół Akito i to wszystko się przedłużyło. Żeby mnie tak traktować... Rozumiem, że jest mądry, ale to ja jestem nauczycielem i powinien się mnie słuchać.
- W końcu skończyłem!- rzuciłem długopis na biurko i zacząłem rozmasowywać sobie dłonie.- Która to godzina?- spojrzałem na zegarek. Wskazówki wskazywały 20:00
Westchnąłem i podniosłem się z krzesła, spakowałem do swojej torby swoje zeszyty i książki, i założyłem na siebie czarną kurtkę. Szyję owinąłem szalikiem, a na dłonie wsadziłem rękawiczki. W końcu do domu... Od razu jak wrócę, wezmę prysznic i pójdę spać. Dziś nie mam nawet siły na czytanie czy oglądanie anime.
Założyłem torbę na ramię i wyszedłem z zaplecza. Zamknąłem drzwi na klucz i wylazłem z klasy też ją zamykając.
Klucze włożyłem do kieszeni i ruszyłem do wyjścia ze szkoły.
Jak wrócę do domu to nie będzie chciało mi się nic robić do żarcia... Może wstąpię do jakiejś knajpki i zamówię sobie ootoro na wynos? Tak to dobry pomysł, po 19:00 nigdy mi się już nie chce gotować, więc najczęściej coś zamawiam lub idę spać na głodniaka.
Wylazłem z budynku na mróz. Na całe szczęście nie było tu żywej duszy. Żadnych krzyków, żadnych bitew na śnieżki i żadnych gonitw.
Szedłem dosyć szybkim krokiem, by nogi nie zdrętwiały mi od zimna, nawet pomagało bo było mi zimno tylko w głowę. Ale czapki nie założę, wyglądam w niej jak debil.
Po paru minutach spacerku, oglądania otoczenia i ogólnie wszystkiego, wlazłem do swojej ulubionej knajpki. Było tu miło i przyjemnie, no i mieli wyśmienite żarcie. Jednak nie wiedziałem, że mój nowy uczeń, Akito tutaj pracuje jako kelner. No proszę... Jaki zbieg okoliczności...
Podszedłem do baru i uśmiechnąłem się do gościa który za nim stał. Był moim kolegą, często z nim gadałem gdy tu przychodziłem.
- Konichiwa Hirato-san.- uśmiechnął się na mój widok.- Ootoro na wynos jak sądzę?
- Tak, dokładnie tak, możesz dać też kalmary bo jestem głodny jak wilk.
- Już się robi. Widziałeś? Mamy nowego kelnera.
- To mój uczeń.- zaśmiałem się.- Jest dość dobry, ale trochę nieogarnięty.
- No proszę... Całkiem nieźle sobie radzi, dobra, bo się jeszcze rozgadam, już idę po twoje jedzenie. Chcesz coś do picia?
- Hai, coli.
Facet kiwnął do Akito i kazał mu mi podać cole. Chłopak przytaknął i zniknął w kuchni, wrócił jednak za chwilę ze szklanką z napojem.
- Proszę sensei.- postawił przede mną picie.
- Nie wiedziałem, że tu pracujesz.- uśmiechnąłem się i wziąłem łyka.- To twój pierwszy dzień, nie?
- Tak, podać coś jeszcze?
- Nie, dzięki.
Czekałem jakiś czas na żarcie i gdy do mnie przyszło, to coli już nie było, jednak ciepłe jedzonko pięknie pachniało, więc wynagrodziło mi czekanie. Do tego w domu mi pewnie wynagrodzi wyśmienitym smakiem. Przyniósł mi je Akito. Dałem mu kasę i uśmiechnąłem się łobuzersko.
- Nie mogę być cichy Akito-kun, bo jeśli bym taki był to bym miał zgraję debili na głowie, którzy by mną rządzili. A tak być nie może. Gomene za posiłek, sayonara.
Odwróciłem się na pięcie i wyszedłem z knajpki. Do domu wręcz biegłem, bo nie chciałem by żarcie było zimne. Gdy tylko wpadłem do swojego przytulnego mieszkanka i rozpłaszczyłem się to od razu zacząłem pałaszować kalmary pałeczkami. Zagryzałem je tuńczykiem i popijałem wodą z kranu.
Mój brzusio się cieszył, a po ciele rozchodziło się przyjemne ciepło pochodzące z dobrej potrawy.
Ładnie posprzątałem po swoim posiłku, bo bałagan lubiłem mieć tylko w książkach i poszedłem pod prysznic. Umyłem się szybko i w samych bokserkach walnąłem się na łóżko i prawie od razu zasnąłem.
Rano obudził mnie budzik, zwlokłem się z łóżka jak zombie i zaległem na podłodze. Chciało mi się spać, ale musiałem wstać, zawsze miałem z tym problemy.
Zmusiłem się do zrobienia pięciu brzuszków, dzięki nim się w miarę rozbudziłem i dorobiłem jeszcze 45. Potem jeszcze trochę pompek i ruszyłem do łazienki by się przygotować. Pewnie znów nie zdążę zjeść porządnego śniadania...
Przemyłem twarz zimną wodą, umyłem kły i posmarowałem twarz kremem nawilżającym. W końcu starość nie radość, a ja nadal nikogo przy sobie nie mam. Może jak nikogo nie znajdę to zaadoptuję dziecko? To względny pomysł, przemyślę to za jakieś osiem lat, może mniej.
Następnie się ubrałem, jak zwykle na ciemno, czarne rurki, ciemno czerwona koszula w nie wpuszczona i ozdóbki. Uwielbiam ozdóbki, jakieś rzemyki na nadgarstku, kolczyki w uchu lub srebrne obrączki na palcach.
Tak jak podejrzewałem nie zdążyłem zjeść śniadania, złapałem jakąś bułkę wygrzebaną z szafki, swoją torę i wylazłem z mieszkania. Wróciłem się oczywiście jeszcze po kurtkę, szalik, klucze i komórkę. Jak znajdę się w moim zapleczu to będę musiał sobie zrobić kawy...
Ruszyłem żwawym krokiem do swego miejsca pracy. Wszystko szło pięknie i ładnie (nic mnie nie zdenerwowało), póki nie znalazłem się na dziedzińcu szkoły. Było tam tak cholernie ślisko, że nie wyrobiłem i wywinąłem takiego orła, że mógłbym dostać za niego 10 punktów w zawodach na wyjebanie się na lodzie.
- Kurwa jebana mać...- warknąłem pod nosem zbierając książki które wysypały mi się z torby. Nie pomagał mi też w tym ból stłuczonego tyłka.
wtorek, 18 lutego 2014
Od Akito: 2.Tokio wita!
Zima, jest to idealna pora roku na obserwacje gwiazd, dzięki mroźnemu powietrzu, niebo w nocy jest bezchmurne. Myślałem że jak znów się przeprowadzę, niestety ale będę musiał się pożegnać z tym pięknym widokiem. Przedtem mieszkałem w niewielkim mieście, jednak przez dziewczynę która mnie prześladowała, postanowiłem się przenieść tutaj do Tokio, na całe szczęście jest to spokojna dzielnica a ja mogę oglądać gwiazdy. Niedaleko jest bardzo dobry uniwersytet, oczywiście chciałem kontynuować studia o literaturze. Wykupiłem sobie mieszkanie, oczywiście posiadam pieniądze z sprzedaży domu po moich dziadkach. Rozpakowanie trochę mi zajęło, a szczególnie moich zbiorów książek. Było to trochę męczące, lubię gdy wszystko jest poukładane wedle alfabetu. Od razu rzuciłem się zmęczony do łóżka, od wczoraj rozpoczynam zajęcia. Posiadam wszystko, tylko potrzebuję dużo energii, właśnie powinienem napisać kolejny rozdział mojej powieści jednak nie mam na to siły. Zasnąłem jak małe dziecko.
Jednak rano, brutalnie obudziła mnie komórka. Od razu wygrzebałem się z łóżka i ruszyłem powolnym krokiem w stronę łazienki. Trzeba wyglądać jakoś normalnie, zawsze liczy się pierwsze wrażenie dzięki temu można ocenić człowieka. Zawsze mi to powtarzano, dlatego o siebie dbam. Obmyłem twarz zimną wodą która od razu postawiła mnie na nogi. Jak zwykle ubrałem się w niebieską bluzkę, czarną marynarkę i dżinsy. Wziąłem torbę z sypialni i wskoczyłem do kuchni, od razu zaparzyłem sobie mocną kawę. Tylko ona potrafiła mi poprawić humor i dać dobrego kopa na dzień.
-Nie mam nic w lodówce...- mruknąłem sam do siebie. Zapomniałem kupić jakiegokolwiek jedzenia, za bardzo się rozmarzyłem o nowym mieście. Gdy już chciałem wyjść, moja kochana mama zadzwoniła.
-Tak mamo?- powiedziałem przez telefon.
-Wszystko dobrze? Masz co jeść? Jest tam bezpiecznie?- zaczęła się o wszystko wypytywać. Ja jedynie załamałem się, słyszałem piski i krzyki mojej siostrzyczki.
-Tak jest wszystko dobrze, kupię dzisiaj coś do jedzenia a przed zajęciami zjem coś na mieście. Nie jestem dzieckiem dam dobie radę...- powoli wyszedłem z mieszkania i prze kluczyłem drzwi.
-Dobrze, spokojnie synku bądź miły dla innych i znajdź jakąś dziewczynę.- powiedziała i się rozłączyła.
Jak zawsze, ona jako pierwsza kocha wtrącać się do mojego życia miłosnego. Na razie nikogo nie szukam! Ze spokojem wstąpiłem do sklepu i kupiłem jakąś bułkę, zjadłem i od razu ruszyłem dalej. Widziałem jak studenci spieszą się na poranne zajęcia. Ja jedynie wkroczyłem na teren uniwersytetu i rozejrzałem się, nawet tutaj ładnie. Jednak wiosną będzie jeszcze ładniej, Sakura zakwitnie...
Może wykorzystam to w książce? Takie trochę romantyczne, para zakochanych ogląda jak płatki Sakury wirują na wietrze. Gdy chodziłem po korytarzu i poszukiwałem sali w której mam zajęcia inni badawczo mi się przyglądali, mam nadzieję że nie będą się do mnie przyczepiać. Mnie nie interesuje szalone życie studenta, wolę się uczyć i kształtować. Wszedłem do klasy, już prawie wszyscy byli. Zająłem ostatnie miejsce przy oknie, kocham spoglądać na dwór, czasami można dostrzec coś ciekawego. Jednak moje oczekiwania spokojnej lekcji, minęły. Nauczyciel był jakiś dziwny i do tego głośny jak cholera. Jak ja nie lubię głośnych ludzi, i straszy innych że da w mordę? Może takie jest Tokio, irytujące jest naprawdę za głośny. Na dodatek, zostałem wybrany do pytania. Sensei głupio się uśmiechał, może myślał że mnie pokona w tej grze "Lotto".
-W którym roku Adam Mickiewicz napisał "Dziady"?- podchwytliwe pytanie.
-"Dziady" zostały napisane niechronologicznie najpierw została wydana II część w 1822 roku, potem IV w 1822 roku, III w 1832 roku i na końcu część I w 1860 roku, jednak ta część nie została ukończona.- powiedziałem.
-Jak została wydana książka "W pustyni i w puszczy" autorstwa Henryka Sienkiewicza?- spojrzał na mnie.
-Powieść była pierwotnie wydana w odcinkach w latach 1910-1911 w „Kurierze Warszawskim” i, z minimalnym opóźnieniem w stosunku do „Kuriera”, także w „Dzienniku Poznańskim”, „Słowie Polskim” i „Dzienniku Chicagowskim” w USA. Wydanie książkowe miało miejsce w 1911 w Warszawie. - spojrzałem na niego, widać że był lekko zły. Kazał mi usiąść na miejsce, ja zadowolony od razu usiadłem i spojrzałem w okno, jak zwykle lekko się rozmarzyłem. Może odwiedzę muzeum sztuki? Ale też muszę iść do pracy, mama mi załatwiła pracę jako kelner. Sensei mówił coś o utworze "Pan Tadeusz" nie za bardzo mnie to interesowało. Nagle ktoś mnie szturchnął, była to jakaś dziewczyna.
-Ano...zajęcia się już skończyły.- powiedziała, ja otrząsnąłem się i od razu spakowałem się. Spojrzałem na wściekłego nauczyciela.
-Czy ty w ogóle mnie słuchałeś?- warknął, wstałem i podszedłem do niego. Ziewnąłem jak lew i machnąłem obojętnie ręką.
-Niech Sensei się nie denerwuje. Jednak proszę tak nie hałasować, strasznie nie lubię głośnych ludzi.- mruknąłem i wyszedłem z sali. Zadowolony ruszyłem na resztę zajęć. Jednak jakoś się z nikim nie zakolegowałem, nie potrafię. Po zajęciach, od razu ruszyłem do baru, tak jestem tam kelnerem. Od razu pracodawca mnie przywitał, ubrałem się w stój, nawet nieźle leżał. Od razu zabrałem się do roboty.
Jednak w późnych godzinach, przyszedł Sensei...
Jednak rano, brutalnie obudziła mnie komórka. Od razu wygrzebałem się z łóżka i ruszyłem powolnym krokiem w stronę łazienki. Trzeba wyglądać jakoś normalnie, zawsze liczy się pierwsze wrażenie dzięki temu można ocenić człowieka. Zawsze mi to powtarzano, dlatego o siebie dbam. Obmyłem twarz zimną wodą która od razu postawiła mnie na nogi. Jak zwykle ubrałem się w niebieską bluzkę, czarną marynarkę i dżinsy. Wziąłem torbę z sypialni i wskoczyłem do kuchni, od razu zaparzyłem sobie mocną kawę. Tylko ona potrafiła mi poprawić humor i dać dobrego kopa na dzień.
-Nie mam nic w lodówce...- mruknąłem sam do siebie. Zapomniałem kupić jakiegokolwiek jedzenia, za bardzo się rozmarzyłem o nowym mieście. Gdy już chciałem wyjść, moja kochana mama zadzwoniła.
-Tak mamo?- powiedziałem przez telefon.
-Wszystko dobrze? Masz co jeść? Jest tam bezpiecznie?- zaczęła się o wszystko wypytywać. Ja jedynie załamałem się, słyszałem piski i krzyki mojej siostrzyczki.
-Tak jest wszystko dobrze, kupię dzisiaj coś do jedzenia a przed zajęciami zjem coś na mieście. Nie jestem dzieckiem dam dobie radę...- powoli wyszedłem z mieszkania i prze kluczyłem drzwi.
-Dobrze, spokojnie synku bądź miły dla innych i znajdź jakąś dziewczynę.- powiedziała i się rozłączyła.
Jak zawsze, ona jako pierwsza kocha wtrącać się do mojego życia miłosnego. Na razie nikogo nie szukam! Ze spokojem wstąpiłem do sklepu i kupiłem jakąś bułkę, zjadłem i od razu ruszyłem dalej. Widziałem jak studenci spieszą się na poranne zajęcia. Ja jedynie wkroczyłem na teren uniwersytetu i rozejrzałem się, nawet tutaj ładnie. Jednak wiosną będzie jeszcze ładniej, Sakura zakwitnie...
Może wykorzystam to w książce? Takie trochę romantyczne, para zakochanych ogląda jak płatki Sakury wirują na wietrze. Gdy chodziłem po korytarzu i poszukiwałem sali w której mam zajęcia inni badawczo mi się przyglądali, mam nadzieję że nie będą się do mnie przyczepiać. Mnie nie interesuje szalone życie studenta, wolę się uczyć i kształtować. Wszedłem do klasy, już prawie wszyscy byli. Zająłem ostatnie miejsce przy oknie, kocham spoglądać na dwór, czasami można dostrzec coś ciekawego. Jednak moje oczekiwania spokojnej lekcji, minęły. Nauczyciel był jakiś dziwny i do tego głośny jak cholera. Jak ja nie lubię głośnych ludzi, i straszy innych że da w mordę? Może takie jest Tokio, irytujące jest naprawdę za głośny. Na dodatek, zostałem wybrany do pytania. Sensei głupio się uśmiechał, może myślał że mnie pokona w tej grze "Lotto".
-W którym roku Adam Mickiewicz napisał "Dziady"?- podchwytliwe pytanie.
-"Dziady" zostały napisane niechronologicznie najpierw została wydana II część w 1822 roku, potem IV w 1822 roku, III w 1832 roku i na końcu część I w 1860 roku, jednak ta część nie została ukończona.- powiedziałem.
-Jak została wydana książka "W pustyni i w puszczy" autorstwa Henryka Sienkiewicza?- spojrzał na mnie.
-Powieść była pierwotnie wydana w odcinkach w latach 1910-1911 w „Kurierze Warszawskim” i, z minimalnym opóźnieniem w stosunku do „Kuriera”, także w „Dzienniku Poznańskim”, „Słowie Polskim” i „Dzienniku Chicagowskim” w USA. Wydanie książkowe miało miejsce w 1911 w Warszawie. - spojrzałem na niego, widać że był lekko zły. Kazał mi usiąść na miejsce, ja zadowolony od razu usiadłem i spojrzałem w okno, jak zwykle lekko się rozmarzyłem. Może odwiedzę muzeum sztuki? Ale też muszę iść do pracy, mama mi załatwiła pracę jako kelner. Sensei mówił coś o utworze "Pan Tadeusz" nie za bardzo mnie to interesowało. Nagle ktoś mnie szturchnął, była to jakaś dziewczyna.
-Ano...zajęcia się już skończyły.- powiedziała, ja otrząsnąłem się i od razu spakowałem się. Spojrzałem na wściekłego nauczyciela.
-Czy ty w ogóle mnie słuchałeś?- warknął, wstałem i podszedłem do niego. Ziewnąłem jak lew i machnąłem obojętnie ręką.
-Niech Sensei się nie denerwuje. Jednak proszę tak nie hałasować, strasznie nie lubię głośnych ludzi.- mruknąłem i wyszedłem z sali. Zadowolony ruszyłem na resztę zajęć. Jednak jakoś się z nikim nie zakolegowałem, nie potrafię. Po zajęciach, od razu ruszyłem do baru, tak jestem tam kelnerem. Od razu pracodawca mnie przywitał, ubrałem się w stój, nawet nieźle leżał. Od razu zabrałem się do roboty.
Jednak w późnych godzinach, przyszedł Sensei...
Od Hirato: 1. Nowy uczeń
Kolejny dzień w tej budzie. Uwielbiam tą pracę, bo literatura i
historia są dla mnie wszystkim, ale nie przepadam za uczniami. Zwłaszcza
za rozwydrzonymi gówniarzami którzy uważają się za najmądrzejszych na
świecie i pstrykają sobie na przerwach sweet focie, by potem przerobić je
w Photo shopie (lub innym programie) i wstawić na Facebooka.
Do tego na dworze panuje brud, chłód i ubóstwo, czyli zima. Kocham tą porę roku, ale niewyżyci studenci zawsze bawią się przed budynkiem w bitwę na śnieżki, nie raz dostałem w głowę wracając do domu, lub nawet gorzej, śnieg wpadł mi za kurtkę.
Teraz jednak byłem na środku wielkiego korytarza, z dziennikiem w ręku i podpierając ścianę pełniłem dyżur. Oglądanie tych gnojków przyprawiało mnie o mdłości, chociaż niekiedy zdarzały się pojedyncze osobniki które były normalne, najczęściej wśród dziewczyn, rzadziej u chłopaków.
Przejrzałem szybko kartkówki klasy z którą przed chwilą miałem zajęcia, po pierwszych czterech pracach stwierdziłem, że nie będę sobie bardziej psuł nerwów bo ci idioci niczego się nie nauczyli. Schowałem kartki do swojej torby i dalej stałem pod ścianą jak ten przygłup.
Mam lepsze rzeczy do roboty, wolałbym poczytać, albo sprawdzić sprawdziany by mieć mniej roboty w domu, no ale mus to mus. Dobrze, że przynajmniej ta praca sprawiał mi jakąś przyjemność, bo tak to to chyba bym górnikiem został. Albo alfonsem, tak... To dość fajny zawód. Chociaż mogłyby mnie złapać jakieś brudne typki (na przykład moi uczniowie O_o), więc wolałbym zostać jakimś nauczycielem ninjutsu, albo żołnierzem.
- Hirato-san, znów pod ścianą?- Osamu, nauczyciel biologii i chemii, podszedł do mnie i uśmiechnął się lekko.
- Ta, tu mam najlepszy widok.- prychnąłem.
- Dyrektor kazał mi przekazać ci, że będziesz miał nowego ucznia.
- Następny przygłup do kolekcji.- westchnąłem.- Kiedy ma niby do mnie przyjść?
- Po dzwonku.- zaśmiał się.
- Zajebiście...- mruknąłem.- Po prostu żyć nie umierać.
- Ekhm... Hirato-san... Mam takie pytanie.- podrapał się po głowie.- Wyskoczysz dzisiaj ze mną na sake?
- Dzisiaj?- zamyśliłem się.- Nie sądzę... Ale jutro mi pasuje, może coś wykombinujemy.- wzruszyłem ramionami obojętnie.
- No to jutro.- uśmiechnął się.- Zadzwonię jeszcze do ciebie, tymczasem idę do klasy bo zaraz dzwonek.
- Spoko, ja też się już zbieram.- spojrzałem na zegarek.
Została minuta, mogę opuścić swój posterunek. Ruszyłem powolnym krokiem w stronę klasy, Osamu był miłym gościem, jednak czasem strasznie nachalnym, przez co stawał się męczący.
- Hiratooo-saaaaan!- usłyszałem głos vice dyrektorki z drugiego końca korytarza.
Zdrętwiałem i stanąłem w miejscu jak kołek. Ta baba mnie prześladuje... Nieszczęśliwie się we mnie zakochała i lata za mną jak mucha za gównem. Zaraz... Czy ja się właśnie porównałem do gówna? Nie ważne..
Odwróciłem się powoli by określić gdzie ona dokładnie jest. Była coraz bliżej, robiąc każdy krok jej piersi dziwnie podskakiwały, a z twarzy sypał się puder.
- Zostaw mnie kobieto!- krzyknąłem i zacząłem uciekać w panice do swojej klasy.
Czy ona nie miała lepszych rzeczy do roboty? Dobrze, że byłem wysportowany, a ona miała szpilki, szybko więc bezpieczny i zdrowy znalazłem się w pustej jeszcze klasie. Odetchnąłem z ulgą i poszedłem do zaplecza swojej klasy. To był mój mały kącik w którym spędzałem okienka, miałem ubranie wierzchnie no i książki. Lubiłem tutaj pić sobie kawę i sprawdzać w spokoju kartkówki czy sprawdziany.
Odłożyłem swoją torbę i szybko wziąłem książki od literatury. Wtedy zabrzmiał dzwonek i chaos na korytarzu się pogłębił.
Wylazłem z zaplecza i położyłem książki od literatury na swoim biurku, potem podszedłem do drzwi i szeroko je otworzyłem, wpuszczając jeszcze nie do końca ogarniętych studentów.
Wtedy gdy oni jak zombie wpełzali do środka i rozpakowywali się, ja usiadłem na swoim biurku.
- A więc...- zacząłem gdy było w miarę cicho, czyli po 5 minutach lekcji.
Jeden z uczniów, Jun, podniósł rękę i bez zgody na zabranie głosu powiedział:
- Sensei nie zaczyna się słowa od "a więc".
- A dał ci ktoś kiedyś w mordę?- spojrzałem na niego srogo, a po klasie przeleciała fala chichotu.- Mnie się nie poprawia w takich sytuacjach.-warknąłem.- Powrócę do tematu. Przez wasze nieogarnięcie straciłem dokładnie 7 minut i 59 sekund lekcji, czyli, że będą pytane dwie osoby. Podobno jest z nami nowy uczeń więc, powtórzę zasady odpytywania. Zadaję pięć pytań i chcę krótkiej, i poprawnej odpowiedzi. Zanim zagramy w lotto, sprawdzę listę obecności.
Wziąłem dziennik do ręki i zacząłem czytać numerki, ci którzy byli wołali "jestem" lub "obecny".
- Dobra, widzę, że nowy uczeń ma numerek 4. Wstań.
Czekałem na reakcje któregoś z uczniów, po chwili jednak chłopak o granatowych włosach i jasnej skórze podniósł się z miejsca. Siedział w ostatniej ławce, wyglądał na samotnika i marudę jednak mogłem się mylić.
- Jak się nazywasz?- mruknąłem.
- Shukuri Akito.
- Dobrze Akito-kun.- uśmiechnąłem się złośliwie.- Wyjdź na środek klasy, będziesz pierwszą osobą którą zapytam. A reszta zgrai jeśli się odezwie to zadam do nauczenia się na jutro Trenu X i jeśli ktoś mi go pięknie nie wyrecytuje to wstawię pałę bez możliwości poprawy.
Do tego na dworze panuje brud, chłód i ubóstwo, czyli zima. Kocham tą porę roku, ale niewyżyci studenci zawsze bawią się przed budynkiem w bitwę na śnieżki, nie raz dostałem w głowę wracając do domu, lub nawet gorzej, śnieg wpadł mi za kurtkę.
Teraz jednak byłem na środku wielkiego korytarza, z dziennikiem w ręku i podpierając ścianę pełniłem dyżur. Oglądanie tych gnojków przyprawiało mnie o mdłości, chociaż niekiedy zdarzały się pojedyncze osobniki które były normalne, najczęściej wśród dziewczyn, rzadziej u chłopaków.
Przejrzałem szybko kartkówki klasy z którą przed chwilą miałem zajęcia, po pierwszych czterech pracach stwierdziłem, że nie będę sobie bardziej psuł nerwów bo ci idioci niczego się nie nauczyli. Schowałem kartki do swojej torby i dalej stałem pod ścianą jak ten przygłup.
Mam lepsze rzeczy do roboty, wolałbym poczytać, albo sprawdzić sprawdziany by mieć mniej roboty w domu, no ale mus to mus. Dobrze, że przynajmniej ta praca sprawiał mi jakąś przyjemność, bo tak to to chyba bym górnikiem został. Albo alfonsem, tak... To dość fajny zawód. Chociaż mogłyby mnie złapać jakieś brudne typki (na przykład moi uczniowie O_o), więc wolałbym zostać jakimś nauczycielem ninjutsu, albo żołnierzem.
- Hirato-san, znów pod ścianą?- Osamu, nauczyciel biologii i chemii, podszedł do mnie i uśmiechnął się lekko.
- Ta, tu mam najlepszy widok.- prychnąłem.
- Dyrektor kazał mi przekazać ci, że będziesz miał nowego ucznia.
- Następny przygłup do kolekcji.- westchnąłem.- Kiedy ma niby do mnie przyjść?
- Po dzwonku.- zaśmiał się.
- Zajebiście...- mruknąłem.- Po prostu żyć nie umierać.
- Ekhm... Hirato-san... Mam takie pytanie.- podrapał się po głowie.- Wyskoczysz dzisiaj ze mną na sake?
- Dzisiaj?- zamyśliłem się.- Nie sądzę... Ale jutro mi pasuje, może coś wykombinujemy.- wzruszyłem ramionami obojętnie.
- No to jutro.- uśmiechnął się.- Zadzwonię jeszcze do ciebie, tymczasem idę do klasy bo zaraz dzwonek.
- Spoko, ja też się już zbieram.- spojrzałem na zegarek.
Została minuta, mogę opuścić swój posterunek. Ruszyłem powolnym krokiem w stronę klasy, Osamu był miłym gościem, jednak czasem strasznie nachalnym, przez co stawał się męczący.
- Hiratooo-saaaaan!- usłyszałem głos vice dyrektorki z drugiego końca korytarza.
Zdrętwiałem i stanąłem w miejscu jak kołek. Ta baba mnie prześladuje... Nieszczęśliwie się we mnie zakochała i lata za mną jak mucha za gównem. Zaraz... Czy ja się właśnie porównałem do gówna? Nie ważne..
Odwróciłem się powoli by określić gdzie ona dokładnie jest. Była coraz bliżej, robiąc każdy krok jej piersi dziwnie podskakiwały, a z twarzy sypał się puder.
- Zostaw mnie kobieto!- krzyknąłem i zacząłem uciekać w panice do swojej klasy.
Czy ona nie miała lepszych rzeczy do roboty? Dobrze, że byłem wysportowany, a ona miała szpilki, szybko więc bezpieczny i zdrowy znalazłem się w pustej jeszcze klasie. Odetchnąłem z ulgą i poszedłem do zaplecza swojej klasy. To był mój mały kącik w którym spędzałem okienka, miałem ubranie wierzchnie no i książki. Lubiłem tutaj pić sobie kawę i sprawdzać w spokoju kartkówki czy sprawdziany.
Odłożyłem swoją torbę i szybko wziąłem książki od literatury. Wtedy zabrzmiał dzwonek i chaos na korytarzu się pogłębił.
Wylazłem z zaplecza i położyłem książki od literatury na swoim biurku, potem podszedłem do drzwi i szeroko je otworzyłem, wpuszczając jeszcze nie do końca ogarniętych studentów.
Wtedy gdy oni jak zombie wpełzali do środka i rozpakowywali się, ja usiadłem na swoim biurku.
- A więc...- zacząłem gdy było w miarę cicho, czyli po 5 minutach lekcji.
Jeden z uczniów, Jun, podniósł rękę i bez zgody na zabranie głosu powiedział:
- Sensei nie zaczyna się słowa od "a więc".
- A dał ci ktoś kiedyś w mordę?- spojrzałem na niego srogo, a po klasie przeleciała fala chichotu.- Mnie się nie poprawia w takich sytuacjach.-warknąłem.- Powrócę do tematu. Przez wasze nieogarnięcie straciłem dokładnie 7 minut i 59 sekund lekcji, czyli, że będą pytane dwie osoby. Podobno jest z nami nowy uczeń więc, powtórzę zasady odpytywania. Zadaję pięć pytań i chcę krótkiej, i poprawnej odpowiedzi. Zanim zagramy w lotto, sprawdzę listę obecności.
Wziąłem dziennik do ręki i zacząłem czytać numerki, ci którzy byli wołali "jestem" lub "obecny".
- Dobra, widzę, że nowy uczeń ma numerek 4. Wstań.
Czekałem na reakcje któregoś z uczniów, po chwili jednak chłopak o granatowych włosach i jasnej skórze podniósł się z miejsca. Siedział w ostatniej ławce, wyglądał na samotnika i marudę jednak mogłem się mylić.
- Jak się nazywasz?- mruknąłem.
- Shukuri Akito.
- Dobrze Akito-kun.- uśmiechnąłem się złośliwie.- Wyjdź na środek klasy, będziesz pierwszą osobą którą zapytam. A reszta zgrai jeśli się odezwie to zadam do nauczenia się na jutro Trenu X i jeśli ktoś mi go pięknie nie wyrecytuje to wstawię pałę bez możliwości poprawy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)