poniedziałek, 10 marca 2014

Od Hirato: 17. Choroba na śmierć

- O co chodzi?- Osamu zapytał się.- To prze mnie?
- Nie.- zamknąłem drzwi.- Jak zrobi mu się zimno to wróci. Rozbieraj się chciałeś pogadać.- westchnąłem i poszedłem do kuchni by wstawić wodę na kawę.
- Akito z tobą mieszka?- mężczyzna zaczął się rozbierać z kurtki i szalika.
- Ta, na jakiś czas, ma zalane mieszkanie i przyszedł do mnie.- wzruszyłem ramionami.- Nie podoba mi się to, że wyszedł bo jest chory.
Na wspomnienie tego jak mnie wczoraj przytulał aż mi się gorąco zrobiło. Robił to tak jakby nigdy nie chciał mnie puścić.
- Pewnie niedługo wróci.- wszedł do kuchni.- Hirato-san... Muszę ci coś powiedzieć.
- Tak?- odwróciłem się by patrzeć mu w twarz.
- Bo...- zarumienił się i podrapał nerwowo po głowie.- Ty... Ty mi się podobasz.- odwrócił wzrok.- Od dawna.
- Żary sobie robisz?- prychnąłem, chociaż w sumie to całkiem logiczne. Czasami zauważałem jak się na mnie patrzy i te wszystkie propozycje na wypad na sake czy coś w tym stylu... On się próbował do mnie zbliżyć! Ja to mam spóźniony zapłon..- Nie robisz...- stwierdziłem.
- Nie, nie robię.- znów spojrzał na mnie.
- Słuchaj Osamu-san... Z tego nic nie wyjdzie...- westchnąłem.- Jesteś super, naprawdę, ale mam kogoś innego na oku. Zostańmy przyjaciółmi.
- Rozumiem.- uśmiechnął się lekko.- Przyjaźń też mi odpowiada. To co z tą kawą?
- Woda się jeszcze gotuje.- zaśmiałem się.
Osamu pogodził się chyba z wieścią, że nie będziemy razem, powiedział mi, że jeśli nie może mieć mojej miłości to chce mieć moją przyjaźń. Mężczyzna po mile spędzonym ze mną czasem wyszedł o dwudziestej. A Akito nadal nie było. Martwiłem się o niego jak cholera, dzwoniłem, wypatrywałem przez okno i wychodziłem na klatkę by sprawdzić czy wchodzi po schodach.
W końcu jednak o 2:00 w nocy przylazł, cały czerwony, zmarznięty i na pewno z gorączką. Gdy chciałem mu ją zmierzyć tak prowizorycznie przez dotknięcie ręki ten odepchnął mnie i zaczął krzyczeć bym go nie dotykał. A więc tu go bolało, był zazdrosny, dlatego wyszedł. Jednak nie ma o co być zazdrosny, on mi się podoba. Podoba mi się mój uczeń do jasnej cholery! Oczywiście nie powiem tego na głos.
- O nie gówniarzu, w takim stanie, nie masz prawa ze mną dyskutować.- złapałem go za koszulkę.
Akito zaczął się wyrywać i coś krzyczeć, że mam go nawet nie tknąć palcem.
- Zamknij się bo sąsiedzi wezwą policję.- warknąłem i podciąłem mu nogi, tak, że wylądował na ziemi i zamknął pysk.
Kucnąłem koło niego i wziąłem go na ręce by zanieść do łóżka. Chłopak przestał dyskutować bo chyba zdał sobie sprawę, że nie wygra. Jestem od niego silniejszy i więcej umiem (chodzi oczywiście o ninjutsu). Położyłem go na łóżku.
- Rozbieraj się i zmierz gorączkę.
Wyszedłem z sypialni i podreptałem do kuchni by zrobić mu herbatę. Gdy wróciłem z gorącym napojem do pokoju to chłopak leżał już rozebrany pod kołdrą.
- Ile?- podałem mu kubek.
- 38.- mruknął.
- Jesteś głupszy niż myślałem.- warknąłem.- Po jaką cholerę wylazłeś na ten mróz?! Wiesz, co? Mam to w dupie. Jeśli chcesz się wykończyć to nie będę ci przeszkadzał, ale weź jeszcze leki.- podałem mu trzy różne tabletki i dopilnowałem by je połknął.- Dobranoc.- wyszedłem z sypialni i zamknąłem za sobą drzwi.
Poszedłem do salonu i położyłem się na kanapie. Głupi szczyl... Jak chce się zachorować na śmierć to nie będę mu w tym przeszkadzał.
Przykryłem się kocem i zamknąłem oczy by zasnąć. Nie musiałem na to długo czekać bo byłem wykończony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz